Hej, Żydzie

Media zaśmiewają się z Tuska, który pokazał w telewizji, że za premierowym biurkiem nuci „Hey Jude” Beatlesów. A to dlatego, że na tej piosence oparty został klip telewizyjny z okazji 10. rocznicy wejścia do Unii. Klip jest naturalnie hurraoptymistyczny, a w finale Paul McCartney na Stadionie Narodowym łapie się za głowę. Najwidoczniej zdumiony osiągnięciami Polaków.

I zaczęła się jazda. Bo w Polsce wszystkim się zdaje, że Beatlesi śpiewając „Hey Jude”, śpiewali: „Hey, Żydzie”. Internet: „No ładnie, na dziesięciolecie Polski w Unii, Tusk śpiewa piosenkę o Żydzie.” Wiadomo: swój do swego i po swoje!

Że Jude to imię dziewczyny – nawet konkretnej znajomej Paula – nie piszę, bo nie wiedzieć tego to wstyd.

Z tym, że piosenka nadaje się jak najbardziej, ale dla samego Tuska. Bo to jest piosenka o pisaniu piosenki. Ale też może być o pisaniu programu gospodarczego, expose, programu wyborczego, przemówienia sejmowego itd. I stoi tam, że trzeba to poprawiać, ulepszać, że niech się autorowi nie zdaje, iż cały świat kreci się wokół niego („don’t carry the world upon your shoulder”!). Że trzeba podejść z sercem, trzeba żeby piosenka zalazła, komu trzeba, za skórę. Inaczej jej nie poczuje. Wszystko się zgadza.

Czytam kroniki parafiady w podpoznańskim Chludowie. Odbył się turniej piłkarski. „Plagi Egipskie” rozgromiły „Drużynę Mojżesza”, a „Judasze” dokopali „Archaniołom”. Wszystko odwrotnie niż w Piśmie. Jak tak można? Na parafiadzie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *