Elementarne, drogi Watsonie…

Zmarł Konwicki. Zrobiłem z nim kilka wywiadów. Tu pstrykam z ręki starą fotkę:

Raz spytałem głupio, dlaczego przestał pisać. „- Panie Wiesławie, za moich czasów były w Polsce trzy samochody: warszawa, syrenka i mały fiat. I ja o nich wiedziałem wszystko. Jakie mają przyspieszenie, kolor dermy na siedzeniu, ile palą. A teraz wychodzę na ulicę i widzę pięć modeli jednego tylko renault. A w żadnym nawet nie siedziałem. To co ja mam pisać?”

Poważne media ledwo to odejście odnotowują. Kulturalny Program II w porannym dzienniku w ogóle nie podał tej wiadomości. Tak nawiasem – również witryna Faktu o tym milczy (czemu nie dziwię się ani trochę). Tu główny news to wypowiedź Isabel o byłym premierze: „Kaz dał mi kopa w d…”. Tym żyje kraj.

Internet w ślad za zamachem na francuskie pismo satyryczne: „Urban, Nergal itp. prostaki to szczęściarze… bo w Polsce nie ma żadnego „islamskiego” katolika”.

Do czegoś mi potrzebna „Biała bluzka” Agnieszki Osieckiej. A tu: „Jeden mój kolega miał taką historię, że mu owad wyszedł z bursztynu, rozprostował skrzydełka i wychłeptał całą wódkę ze szklanki. Następnie usiadł wygodnie w fotelu, zapalił i opowiedział historię swego życia, trzy tysiące dwieście lat. Pili obaj do godziny policyjnej i dłużej”.

Koniec odsłuchiwania: Anthony Horowitz „Dom jedwabny” (2011):

Pastisz jednej z przygód Holmesa, stylizowany na coś w rodzaju apokryfu: na ujawnione po stu latach zapiski Watsona. Opowieść zachowuje klimat klasycznych relacji Honan Doyle’a – czasem wydaje się nawet, że przechodzi w parodię.
Londyn, koniec XIX wieku. I tu seria realiów, widać że autor studiował epokę. Najpierw sprawa gangu Irlandczyków, ale oni widocznie nie wydawali się zanadto  efektowni, bo rzecz zeszła na pedofilię (przez jeden spacer ze słuchawkami w uszach byłem przekonany, że o hurtowy handel opium). Wysokie sfery, kompromitacja, dymisje, rezygnacje, samobójstwa itd.
Niczego nowego do kwestii Holmesa to nie wnosi. Odrobinę uwspółcześnienia – Holmes jest dość wytrwałym kokainistą.
Przyjemność obcowania z bibelotem.

Elvis właśnie skończyłby 80 lat. Media sugerują, że mógłby wyglądać tak:

A tymczasem u mnie na ścianie (i już na zawsze):

Pamiętam dzień, kiedy usłyszałem, że nie żyje. Miesiąc temu parę razy puściłem na zajęciach kawałek kolędy w jego wykonaniu. Nikt nie rozpoznał głosu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *