Driving home for Christmas

Drivin’ w Wigilię wyglądał tak (S3, okolice Gorzowa Wlkp.):

s1

Pierwsza Wigilia odbyła się w miejscu przypadkowym (jak – nie przymierzając – onegdaj w Betlejem).:

s2

W miasteczku Resko (Zachodniopomorskie) szok. Rynek, choinka, wózek. Ale gdzie dzieciątko?!:

s3

Dzieciątko, wyjaśniła szybko mamusia, biega swawolnie po rynku. Uff, co za ulga! Ale szukaliśmy dalej. TO Dzieciątko spoczywało w żłóbku w lokalnym kościele (niedawno przemianowanym na sanktuarium, co czeka niebawem wszystkie polskie kościoły).:

s4

A potem to już opłatek, życzenia, jak w milionach domów. My łamaliśmy się u Alicji i Marka.:

s5

Od  nich też imienne bombki. Chińczyk wymyślił, Ala spowodowała, Mikołaj dostarczył.:

s6

5 przemyśleń nt. „Driving home for Christmas

  1. Napój jechał. Wielkim czerwonym tirem.
    Ale tylko ziuuu!!! – i już było po nim.
    Nawet lepiej. Bo Wigilia to post ścisły. A ja jadłem big maca, z jakimś mielonym w środku. Oczywiście, rozgrzeszyłem się szybko, bo jestem w podróży itd. Ale brak coli pozwoliłem sobie przyjąć jako należne umartwienie. Kiedyś będzie mi to zapewne policzone.

  2. Cóż, ja ciągle żyję w Kościele przedsoborowym. Jak ksiądz mówi: „Pan z wami!”, odpowiadam: „Et cum spiritu tuo”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *