Czekamy aż Warszawa padnie…

Piękny jest „wschód słońca w stadninie koni”. Ale przecież nie tak piękny jak jutrzenka nad A2 w okolicach Konina.:

p1

Wykład w Wyższej Szkole Psychologii Społecznej. Tuż przed.:

p2

„Na probostwie w Wyszkowie” usiedlibyśmy chętnie z Dorotą jak Dzierżyński, Kohn i Marchlewski (z opowiadania Żeromskiego) w oczekiwaniu aż Warszawa padnie. Ksiądz proboszcz nam jednak – w przeciwieństwie do tamtych wybitnych rewolucjonistów w roku 1920 – niczego nie zaproponował. Więc oglądaliśmy.:

p3

Zwłaszcza, że przeczytaliśmy zachętę:

p4

Więc od razu szpula do kościoła św. Idziego. Podziwiać. Kruchta dostępna, klęczniki itd. Ale oto co otwiera się przed oczami bogobojnego, który zaszedł tu „zobaczyć koniecznie”:

p5

Zbrojona szyba ze szkła przemysłowego. Nie widać wprawdzie nic, ale przynajmniej Pan Jezus jest tu pilnowany fachowo.

Treblinka robiłaby o niebo mniejsze wrażenie, gdyby nie te setki głazów, z których każdy oznacza miejscowość, w której Żydów już nie ma.:

p6

Jeszcze większe wrażenie robią liczby. Pluton SS-manów, 150. ukraińskich pomocników i miliony ludzi idą z dymem. Potem likwidacja obozu. W objaśnieniach Muzeum czytamy: domniemana lokalizacja krematorium”, „domniemana lokalizacja baraków”. Spalili miliony, zalesili. Wyglądałoby jak gdyby nigdy nic.

Oczywiście, wizyta izraelskiej młodzieży. Chociaż raz widzę w takiej grupie (a widziałem ich trochę) zdecydowanie mniej ochroniarzy niż dzieciaków.:

p7

Wizna. Na ścianie budynku graffiti na podstawie zdjęcia, które dokładnie w tym miejscu zrobiono 10.09.1939. Polscy jeńcy. Dorota twierdzi, że ten po jej lewej stronie wysyła do domu SMS-a, że przez pewien czas będzie niedostępny.

p8

Jedziemy przez uprawy leśne, które na mapie określone zostały jako „Puszcza Knyszyńska”. Dorota, miłośniczka starodrzewu: „Puszcza” to się tu chyba tylko żona leśniczego.

W Białymstoku ulica Bohaterów Monte Casino. Chciałbym wiedzieć, w którym kasynie polegli ci bohaterowie.

Sklep monopolowy: „Szklana pogoda”.

TVN telefonuje i pyta o Bruce’a Willysa, któremu stuknęła 60-tka. A ja jestem w Białostockiem, czyli na krawędzi cywilizacji…

Jedno przemyślenie nt. „Czekamy aż Warszawa padnie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *