Archiwa kategorii: Radio Merkury

Radio Merkury, piątek 24 marca 2017

Mili Państwo,
Dziś, 24-go marca Światowy Dzień Walki z Gruźlicą. A choroba, niestety, nie należy do przeszłości. O czym świadczą zmagania z chorobą choćby tych bardzo widocznych: Chopina, aktorki Vivien Leigh, tej z „Przeminęło z wiatrem”, Cata Stevensa, a u nas choćby Stefana Jaracza czy Gustawa Holoubka. Ale pocieszmy się, że dziś także Międzynarodowy dzień Życia. Może to się jakoś zbalansuje.

Wiosna! Nie ma bardziej twardego dowodu na jej nadejście niż fakt, iż na terenie Nadleśnictwa Antonin, a dokładnie w Leśnictwa Krupa zakwitł Wawrzynek Wilczełyko. Miejscowa ludność od czasów Biskupina uważa to za niepodważalny dowód, że już niebawem zmiana czasu z zimowego na letni.

Szczypta poezji o poranku. Dziś wydane w zeszłym roku limeryki Henryka Ryszarda Żuchowskiego, które ominęlibyśmy szerokim łukiem, bo są na jeden temat. Jak mawiał Sławomir Mrożek: Człowiek myśli sobie to i owo, ale najczęściej to. Z tym, że Henryk Ryszard Żuchowski myśli sobie TO w różnych miejscach, cytuję: „Autor urodził się w Toruniu, wychował w Poznaniu, wykształcił w Łodzi, zakochał w Białymstoku, doceniono go w Lublinie, tęskni do zielonej Góry”. Ale limeryk napisał i o Puszczykowie, oczywiście na TEN temat:

Panna Puszczykówna w Puszczykowie
Twierdzi: Puszczykowo daje zdrowie,
Tu organizm się odtłuszcza
Gdy się panna wśród drzew puszcza
Również w pięknej puszczy w Augustowie.

Koniec cytatu.

A Poznań? Poznań to takie osobliwe miasto koło Puszczykowa. Przyjezdni lubią je sfotografować i foto wrzucić do sieci. Na zdjęciu wypasiony bentley parkuje przed Lidlem. Podpis: Jeżeli pod Lidlem parkuje bentley, to może oznaczać tylko jedno: przecena kajzerek z 0.29 na 0, 19 złotego”. Przed Chatą Polską zachęta do zakupów w promocji: „Wołowina, skrzydło 22 złote 99 groszy za kilogram”. Ogłoszenie przed sklepem z rowerami: „Sex dobrze się sprzedaje, ale my sprzedajemy rowery”. Poza tym w Poznaniu na Naramowicach jest ulica Czarnucha. Niby chodzi o kolor gleby, ale kto ich tam wie. No i jest Czechosłowacka i Jugosłowiańska, które honorują państwa, co to ich dawno nie ma. Może właśnie na pamiątkę.

W kraju trwa nieustające tasowanie elit i nie jest to żadna nowość. W przedwojennym Poznaniu też mieliśmy problemy z elitą, o czym donosił „Dziennik Poznański”:

„Lokal restauracyjny na Starym Rynku, bardzo niesłusznie noszący szumną nazwę „Elita”, jest widownią częstych burd i awantur. Po kilku dniach spokoju wybuchła wczoraj znowu bójka pomiędzy jednym z gości i gospodarzem Antonim Lange. Gość opuścił plac boju jako triumfator, albowiem zdołał poturbować gospodarza i jednego z kelnerów, który nieostrożnie wmieszał się w bijatykę. Ranny w głowę Lange czem prędzej zaalarmował Lekarskie Pogotowie ratunkowe, lecz gdy przybyło na miejsce oświadczył, że nie pozwoli się opatrzyć, a zawezwał doktora tylko dlatego, że obowiązkiem Pogotowia jest przypatrzenie się ofiarom każdej bijatyki”.

Cóż, Jaka choroba, takiego lekarza jej potrzeba.
– jak pisał praojciec Mikołaj Rej.
Pod czym podpisują się Polacy nie gęsi, w wśród nich –
Wiesław Kot

Radio Merkury, czwartek 23 marca 2017

Mili Państwo,
Dziś, 23 marca Światowy Dzień Meteorologii. Patronat honorowy: Światowa Organizacja Meteorologii. Jej celem jest, cytuję, „zapewnienie każdemu państwu, niezależnie od jego rozwoju gospodarczo-ekonomicznego, dostępu do prognozy pogody”. No tak, jak kraj nie ma ani przemysłu, ani bogactw naturalnych, ani infrastruktury, to zawsze jednak ma jeszcze pogodę.

Dziś także Dzień Windy. Windą można odjechać nawet do nieba, jak śpiewał zespół mający w nazwie proste działanie arytmetyczne. A jak taka utknie między piętrami, to Dzień Windy świętuje, kto popadnie. Z reguły świętowanie się dłuży i pasażer robi się nerwowy.

Wczoraj upajaliśmy się twórczością polskich autorów rozmaitych instrukcji obsługi. Dziś sprawdzamy teksty zagraniczne. Też jest ciekawie. Na pudełku orzeszków podawanym na liniach lotniczych American Airlines: „1/ Otworzyć pudełko, 2/ Jeść orzeszki.”

Na kostiumie Supermana dla dzieci: „Włożenie tego kombinezonu nie umożliwi ci latania.”

Na orzeszkach ziemnych Sainsburys: „Uwaga: paczka zawiera orzeszki!”

Na opakowaniu puddingu firmy Marks & Spencer: „Produkt będzie gorący po podgrzaniu.”

Dziwne. Ale tak naprawdę to dziwne koleje losu trafiły się panu Z. Maciakowi z Rawicza, z tym, że w roku 1930, o czym donosił „Dziennik Poznański”. „Mimo woli w Poznaniu znalazł się pan Z. Maciak, mieszkaniec powiatu rawickiego, który wczoraj, idąc do Rawicza, został przejechany przez jakiegoś szofera. Nie wiadomo dlaczego szofer zabrał poturbowanego z sobą. W drodze, w jakimś szpitalu, opatrzono Maciakowi rany. Szofer porzucił Maciaka z bandażami w Poznaniu. Mimowolnym podróżnikiem zajęli się najprzód przechodnie, potem posterunkowy, wreszcie Pogotowie Ratunkowe i ostatecznie umieszczono w przytułku dla bezdomnych przy ul. Łaziennej’.

I z tegoż Dziennika Poznańskiego – Reklama, cytuję: „Ostrzeżenie! Tylko dobre się naśladuje i fałszuje. Dlatego musisz, chroniąc się przed bezwartościowemi naśladownictwami, żądać wyraźnie znanych od dziesiątek lat czekoladek przeczyszczających „Darmol”. Do nabycia we wszystkich aptekach”.

Czekoladki przeczyszczające takie dziwne? Poszukałem ogłoszeń wielkopolskich z wczoraj. Czytam: Zapraszam panie na paznokcie; Niezależnego fryzjera zatrudnię; Polecam męską depilację intymną; Zapraszamy na masaż na cztery ręce przy muzyce relaksacyjnej; Przedłużanie włosów bez wychodzenia z domu; Masaż ancycelulitowy typu żelazko; Świecowanie, konchowanie uszu.

A po co komu świecowanie uszu? Ostatecznie człowiek uszy ma po to, by słuchac radia, a zwłaszcza śmiać się od ucha do ucha.

O czym o poranku przypomina
Wiesław Kot

Radio Merkury, środa 22 marca 2017

Mili Państwo,
Dziś ONZ-etowski Światowy dzień Wody

W kwestii wody nie musimy się odwoływać do rezolucji ONZ-tu, bo i nasza mądrość ludowa ma tu sporo do powiedzenia. Jak cicha woda, to – wiadomo – brzegi rwie. Jak nas to czy tamto nie rusza, to spływa po nas jak woda po gęsi. A jak nas coś rusza, to też wiadomo: krew nie woda. Jak kropla spada na skałę, to drąży ją nie siłą, a częstością kapania. A że czas biegnie nieubłaganie, powiada przysłowie: Ani się woda wróci, która upłynęła, ani godzina, która już minęła. Poza tym mamy jeszcze śnieg, czyli wodę w proszku i parę, czyli wodę w natchnieniu. A w kwestii: woda a sprawa polska niech się wypowie Paweł Jasienica: Polakom zagraża nie tyle wódka, ile woda sodowa.

Z kart historii. W roku 1322 papież rozwiązał zakon Templariuszy. Cóż, rozwiązać Templariuszy łatwo, ale położyć łapę na ich skarbach znacznie trudniej. Co się biedny Pan Samochodzik tego skarbu naszukał. I nic.

22 marca roku 1895 Bracia Lumiere pokazali na filmie, jak robotnicy wychodzą z ich fabryki po szychcie. Oczywiście kazali się robotnikom ubrać nie roboczo, lecz odświętnie, bo to miała być reklamówka. I proszę – pierwszy film i z miejsca pierwsze przekłamanie.

22 marca 1919 roku Japonia uznała niepodległość Polski. Po latach Lech Wałęsa nawiązał do tego przełomowego faktu zapowiadając, że będziemy drugą Japonią. Sprawdziło się co do joty, jak większość przepowiedni Lecha.

Staramy się o poranku trzymać kontakt z literaturą. Że nie zawsze jest to Homer, Dante czy Szekspir, to już trudno. Bo literatura wciska się w nasze życie poprzez druki najrozmaitsze. Na przykład przez instrukcje obsługi. Napis na worku od odkurzacza: „Worek nie jest zabawką. Zakładanie go na głowę grozi uduszeniem”. Ostrzeżenie na metce kołdry: „Kołdry nie prać, bo może zbaranieć”. Na pudełku z lampkami choinkowymi: „Wyłącznie do użytku w pomieszczeniu zamkniętym lub na zewnątrz”. I napis na opakowaniu tabletek nasennych: „Uwaga, mogą powodować senność”.

Kryminalna Wielkopolska. Trwa nieustający konkurs na najbardziej wyrafinowane przestępstwo popełnione w kwadracie: Konin, Gorzów, Zielona Góra, Rawicz. Nie bez szans był mieszkaniec Nowego Tomyśla, który bardzo sprytnie usiłował nabyć w markecie dość drogi alkohol. Otóż najpierw kupił kilo jabłek, i kiedy pani zważyła owoce i wydrukowała cenę, on tę cenę przekleił z jabłek na butelkę, powiedzmy, dziesięcioletniej whisky. Cały czas miał nadzieję, iż sprzedawczyni jakoś łyknie fakt, iż kilkuletnia whisky kosztuje pięć złotych. Nadzieja go jednak zawiodła. Może nie na lat pięć, jak się odgraża Kodeks karny, ale zawsze.

Klasyk powiada: Nadzieja jest matką głupich, co nie przeszkadza jej być uroczą kochanką odważnych.

Ale to nie obowiązuje w markecie w Nowym Tomyślu, co powinni wywiesić nad kasami, żeby klient nie czuł się zaskoczony. A zresztą z jabłek też można wyprodukować całkiem niezły alkohol, co swoim autorytetem świadczy –
Wiesław Kot

Radio Merkury, wtorek 21 marca 2017

Mili Państwo,
Słoneczko przygrzało i mamy dziś Dzień Wagarowicza, zwany też z wysoka „dniem sprzeciwu edukacyjnego”. Handlowcy zacierają ręce, pustoszeją dolne półki z krajowym winem. Nie przypadkiem właśnie 21 marca 1522 roku Kopernik ogłosił teorię, w myśl której zły pieniądz wypiera dobry pieniądz.

Z doniosłych rocznic. W roku 2006 – prezydent Turkmenistanu Saparmurat Nijazow oświadczył, że kto trzykrotnie przeczyta jego dzieło – Ruhnamę, ten trafi do nieba. Cóż, obawiam się, że wielu ciągle próbuje się tam dostać na skróty.

Urodziny obchodzi dziś, proszę Państwa, Włodzimierz Szaranowicz, rocznik 1949, największy poeta wśród naszych sprawozdawców sportowych. Ach, te jego nieprzepłacone strofy. Przypomnijmy z dziesięć tylko tych naprawdę niepowtarzalnych:

Crouch wygląda na paralityka, ale podobno sporo ćwiczy.

Już są na stadionie, jadą po wirażu, ramię przy ramieniu, pedał przy pedale.

Na boisko wychodzą Beldzy i Holendrowie.

Trzeba zwijać narty i myśleć o innej karierze.

Uuu, nie wyszedł mu ten strzał. Teraz kręci głową, mam nadzieję, że nie skręci sobie karku

Widzę pewne ożywienie w kroku naszego chodziarza…

Są przyjaciółkami, ale w dobrym tego słowa znaczeniu.

W sensie mentalnym trzeba gryźć parkiet, bo inaczej z nimi nie wygramy.

Końcówka Ciby nie wyglądała imponująco.

No i wreszcie:
Nikt na świecie nie będzie przecież pracował za trzy tysiące złotych.

No tak, ale poezje pana Włodzimierza warta jest każdych pieniędzy.

Kryminalna Wielkopolska. Z każdej interwencji funkcjonariuszy, jakie opisuje portal policji można wyciągnąć dla siebie jakąś pożyteczną naukę. Jest godzina 22, policjanci patrolują poznańskie Osiedle Chrobrego na którym pewien 32-latek spokojnie odpala sobie race. Dostrzega policjantów i reaguje standardowo: wyrzuca woreczek z zawartością i próbuje się oddalić. Policjanci podejmują jednak i wyrzucony woreczek i oddalającego się. I tu się okazuje, że oddalający się nie umiał się przełamać i drugi woreczek zachował przy sobie, zapewne na jutro. I ta połowiczność, ten brak konsekwencji, ten zgniły kompromis, ta pojednawczość wobec samego siebie zgubiły go. Pociecha tylko w tym, iż prokurator zapewni mu czas na gruntowne rekolekcje na temat, iż w życiu zawsze warto iść na całość.
A życie biegnie, jak biegło choćby w latach dwudziestych minionego wieku. Żadnej różnicy. Czytamy nagłówki „Głosu Poznańskiego, bezpartyjnego pisma codziennego”:
Gazeta pisana przez wariatów! Eksperyment angielskiego psychiatry
Krwawy napad na karawanę kupiecką! Echa bandyckich strzałów wciąż uderzają o mury stolicy!
Malajczyk w strasznym uścisku dusiciela boa!
Harry Morgan – bigamistą z litości!
Warjat w Belwederze!
Rekin odgryzł rękę znanemu angielskiemu matematykowi!
Białe niewolnice w szponach handlarzy żywym towrem!
Para morfinistów młotkiem i lichtarzem zabiła swą ofiarę!
Elekcja króla cyganów! Zakupiono koronę i płaszcz „gronostajowy” z królików
Strajk gejsz… na leżąco!
Pierwszy polski warjat monarchistyczny powędrował już do Tworek!
Cóż, wprawdzie nasz ulubiony noblista, Czesław Miłosz pisał:
„Zaiste, wariat na swobodzie największą klęską jest w przyrodzie”.
Ale przecież w Dzień Wagarowicza i pierwszy dzień wiosny Miłosz nie obowiązuje.
Podobnie jak –
Wiesław Kot

Radio Merkury, poniedzialek 20 marca 2017

Mili Państwo,
No ale przecież nie rozerwiemy się tego dwudziestego marca! Bo świętujemy dziś na przykład Międzynarodowy Dzień Astrologii. To nie żarty. Proszą łaskawie zauważyć, iż dziś „Uran przechodzący w znak Wężownika tworzy ciekawą koniunkcję triodytyczną z Wenus i Gwiazdą Polarną, co może skutkować w zaburzeniach w przepływie świadomości astralnej w części zodiakalne”. Respect! I żebyśmy się w trakcie hucznego świętowania nie zatratowali, obchody – proszę łaskawie pamiętać – koordynuje Polskie Stowarzyszenie Astrologiczne. Cóż, jak powiada klasyk: Biedny, kto gwiazd nie widzi bez uderzenia w zęby.

Kto posiada język francuski, obchodzi Międzynarodowy dzień Frankofonii. Merci beaucoup.

Kto kocha wróble, ten doczekał się dziś Światowego Dnia Wróbla. Przeczytałem na murze: Powystrzelać strachy – wróbel.

Ale wszystkie te obchody przyćmi zapewne proklamowany przez ONZ Międzynarodowy Dzień Szczęścia. Wylansowało go na forum ONZ drogą upartej kampanii dyplomatycznej himalajskie królestwo Buthanu. Nota, zawsze uważaliśmy, że szczęście jest gdzieś daleko i wysoko, w każdym razie nie tu.

Z doniosłych rocznic: 20 marca roku 1957 z taśm montażowych zjechała królowa polskich szos, samochód osobowy syrena, zwana też skarpetą lub kuro łapką. Prędkość maksymalna 80 km, do – teoretycznej – setki rozpędzała się w dziesięć minut, oczywiście tylko jadąc z górki.

Przypominam, iż w tych zamierzchłych czasach samochód bardzo radykalnie decydował o statusie społecznym. I tak:

Minister: Mercedes, whisky i artystki.

Dyrektor zjednoczenia: Wołga, koniaki i kociaki.

Dyrektor przedsiębiorstwa: Fiat, starka i sekretarka.

Kierownik: Syrenka, wyborowa i koleżanka biurowa.

My tu gadu gadu, śmichy chichy i byłbym zapomniał o ciężkim losie artysty, na co zwrócił mi uwagę poznański „Dziennik Poranny” z roku 1937. Konkretnie chodziło o przedwojennego rzeźbiarza poznańskiego Marcina Rożka, cytuję:

„Ukazały się ostatnio w prasie warszawskiej wiadomości o niezwykłym w swym rodzaju wypadku, jaki miał miejsce w Wolsztynie i którego bohaterem jest znany artysta, rzeźbiarz wielkopolski Marcin Rożek, twórca Pomnika Wdzięczności w Poznaniu i pomnika Chrobrego w Gnieźnie.

Artysta zamieszkuje w Wolsztynie i z tamtejszym właśnie urzędem skarbowym miał niezwykle przykre zajście. Pewnego dnia zjawił się w domu artysty egzekutor skarbowy i zaczął nalepiać znaczki urzędu za jakąś ratę podatku dochodowego, która zresztą w tym samym właśnie dniu została zapłacona. Rezultatem była ostra wymiana słów, a wszystko to tak podziałało na artystę, że zniknął z domu, pozostawiając testament. Dopiero po trzech dniach znaleziono go w stanie ostatecznego wyczerpania nerwowego (nie brał posiłków!) i nerwowego, na pół obłąkanego, błąkającego się po lasach”, koniec opowieści.

Gdybyż to rzeźbiarz Rożek miał wypisane w sercu to, co głosił inny kolega artysta wielkopolski Stanisław Przybyszewski:

Artysta stoi ponad życiem, jest Panem panów, nie kiełznany żadnym prawem, nie ograniczony żadną siłą.

No, może z wyjątkiem komornika. Bo – wyjątek jest zawsze ciekawszy od reguły.

Powiada klasyk i ja –
Wiesław Kot

Radio Merkury, Rockandroll w RFN

Drodzy Państwo,
W radiu satysfakcja tkwimy nieustannie w szponach nostalgii za starą dobrą muzyką. Pomyślałem, że dzisiaj odwiedzimy RFN, Niemiecką Republikę Federalną w latach, kiedy rockandroll tam buzował. Ot, RFN, a w nim najważniejszy adres lat 60: Hamburg, Grosse Freiheit Strasse 39, klub o nazwie „Star”. Gościł największe sławy ówczesnego beatu: Fatsa Domino, Little Richarda, Chucka Berry’ego. I znakomitości zza kanału La Manche, takie gwiazdy jak Cliff Bennett czy The Rebel Rousers. Przyplątała się też o wiele mniej popularna niż wymienione giganty, raczkująca grupka kolesi z Liverpoolu o nazwie The Beatles. I ci sławniejsi koledzy prosili Johna, Paula, George’a i Ringo po dobroci, jak rockandrollowiec rockandrollowca, żeby spakowali manatki i wracali do domu, bo tylko przynoszą wstyd angielskiemu rockowi. Za którymś razem chłopcy wreszcie posłuchali, wrócili do Liverpoolu. A sam klub „Star”? Toż to była instytucja – wydawał nawet własny biuletyn. A jak zamykała podwoje w roku 1970, to uczczono to wydaniem pięciopłytowej antologii z występami gości i dwutomową książką „Star Club Story”.

Poza tym RFN nie miał własnych gwiazd numer jeden, na miarę Karela Gotta, Charlesa Aznavoura czy Domenica Modugno. Ani własnej Vondrackovej, Shirley Bassey czy Ałły Pugaczowej. Za to RFN miała legion śpiewających pań czy panów kategorii B i C, z których do naszej pamięci może, Może! Przebiła się Caterina Valente czy Udo Jurgens.

Więc w roli reprezentantów kraju RFN wystawiał rozmaitą zbieraninę. Na przykład zespół Les Humphries Singers, którzy nazywali się międzynarodowo , takąż mieli stylistykę i tak brzmieli. A na estradzie prezentowali niespotykany arsenał: 24 mikrofony, 48-kanałowy mikser, kamery pogłosowe, przetworniki dźwięku i co tylko. No i jak Thd Humphries zaśpiewali takie „Mexico” cz „Mama Loo”, to naśladowali ich wszyscy: i chór Gerda Michaelisa z NRD, i radzieckie Samocwiety, i polska Partita.

A z czasem także wschodząca grupa w RFN wokalna o nazwie Boney M. Wzięła się ona stąd, że Niemiec o czekoladowym odcieniu skóry, nazwiskiem Frank Farian, podśpiewywał w przygodnych zespołach repertuar Presleya, ale mu nie szło. Przynajmniej dopóki nie skomponował piosenki „Baby, Do You Wanna Bump”. Zaśpiewał, chwyciło, ale też nie tak jak Farian sobie wymarzył. Zrozumiał, ze sam tego kawałka nie udźwignie, zwłaszcza na koncertach. Więc zaczął się rozglądać po dyskotekach, klubach. Tam znalazł trzy panienki o odcieniu skóry podobnym do własnego, a pochodzenia jamajskiego, które nie prezentowały może wielkich głosów – nie szkodzi, to się obrobi w studiu – ale nie miały one nic przeciwko temu, by się ubierać w cekiny i pawie pióra w największym możliwym nadmiarze. W repertuarze – mariaż disco i raeggae i pierwszy kawałek „Daddy Cool” wchodzi do dyskotek w roku 1976. Potem przebój za przebojem, ale Frank Farian zamierza wykorzystać swoje pięć minut do końca. W jaki sposób? Otóż sam tworzy konkurencję dla własnego zespołu, bo jak będzie miał w ręku i własny zespół, i jego konkurenta, to będzie miał wszystko. I tak, jak z niczego ukręcił Boney M., tak z wtorku na środę powołuje jego konkurenta, grupę Eruption? Że brakuje repertuaru? Nie szkodzi. Niech zaśpiewają po swojemu jakiś stary kawałek, na przykład „One Way Ticket”. I już stoją mocno na nogach. Oczywiście, fala jaką wywołali Boney M. i Eruption rozlała się zbyt szeroko, by jeden człowiek mógł kontrolować to wszystko, więc pojawiają się pomniejsi drugoligowcy, drobni łowcy okazji, którzy próbują uszczknąć choć kawałeczek tortu. Pamiętają państwo takie – to już moja ocena – sezonowe koszmarki jak Silver Convention, Dhingis Khan, duet Baccara, austriacki tercet Supermax, włoski zespół La Bionda, międzynarodowy Goombay Dance Band, czy Bad Boys Blue? Pamiętają Państwo – nostalgiczne stacje radiowe tłuką ich repertuar do dziś.

A RFN jak był, tak pozostał kosmopolityczną wieżą Babel. Nagrywali tam i zdobywali wzięcie artyści – czasem jest to słowo na wyrost – najrozmaitszego pochodzenia i języka. No, bo w jakim języku właściwie śpiewał nagrywający swoje przeboje w RFN artysta z Zanzibaru nazwiskiem Afric Simone? Kompletne pomieszanie ilustrują tamtejsze listy przebojów. Weźmy rok 1968. W RFN tryumfuje szlagier pod tytułem „Rain and Tears”. Wielu słuchaczy zapewne go pamięta. Ale co to takiego? Otóż jest to utwór autorstwa siedemnastowiecznego niemieckiego kompozytora Johanna Pachelbela zaaranżowany przez greckiego wirtuoza instrumentów elektronicznych Vangelisa Papathananassiou , do którego angielskie słowa napisał Borys Bergman. Piosenkę nagraną we Francji śpiewał częściowo anglojęzyczny zespół zespół grecki Aphrodite’s Child ustami swego reprezentacyjnego wokalisty Demisa Roussosa.

W RFN-owskim tyglu kulturowym mieszało się i mieszało. Oto Włoch z pochodzenia Georgio Moroder pracując w Monachium drogą eksperymentów brzmieniowych stworzył brzmienie zwane The Munich Sound, brzmienie monachijskie. W uproszczeniu polegało ono na tym, że w piosence głos ludzki i syntezator miały te same prawa. Jak to się przedstawiało? Ano tak, jak nagrana tą metodą piosenka Donny Summer „Love To Love You Baby”. To rok 1975. To też chwyciło, pojawili się naśladowcy. Producent mniejszej rangi niż Georgio Moroder, lecz człowiek obrotny, Rainer Pietsch, w tymże Monachium założył studio o nazwie Autobahn i wabił do niego załogi z rozmaitych krajów, byle tylko umiały łączyć głos z elektroniką. Z NRD nadał mu się multiinstrumentalista o swojskim nazwisku Uwe Schikora. A z Polski? No właśnie – zespół, którego nazwy nie trzeba było wymawiać łamiąc sobie język. Można ją było zapisać cyframi. Tak jest – Zwei Plus Ein. Dwa Plus Jeden. I dzięki temu szlagier „Easy Come, Easy Go” popłynął na cały świat…

Radio Merkury, piątek 17 marca 2017

Mili Państwo
Dziś, 17 marca wypływa z kalendarza Dzień Morza. Kiedyś ewentualnie będziemy krajem od morza do morza, na razie jesteśmy – jak powiada klasyk – krajem od może do może. Dziś też Dzień Łodzi podwodnej. „In the town, where I was born…”

Z kart historii: w 17 marca 1945 roku – w Mrzeżynie odbyły się zaślubiny Polski z morzem. O weselu i o poprawinach i nocy poślubnej annały milczą.

Skoro morze, to i ryby morskie. Z literatury wagonowe, kupionej po przecenie, „Sławni ludzie w anegdocie” za pięć złotych. Pewnego dnia Władysław Broniewski wszedł do sklepu i poprosił o śledzia. Bo lubił sobie strzelić pod śledzika. Bez śledzika zresztą też. Ekspedienta podniosła rybę z beczki za ogon i podaje poecie. Ten prosi o papier. – Śledzi nie zawijamy – brzmi odpowiedź. – Poproszę o książkę zażaleń – mówi na to Broniewski. Ekspedientka podała, poeta otworzył, wyrwał kilka kartek, zawinął w nie śledzia i wyszedł bez słowa. Cóż, socjalistyczny poeta umiał się znaleźć w socjalistycznym sklepie.

Wielkopolska. Nie tylko my wsłuchujemy się w jej tętno. Na swoim poletku czyni to choćby Adam Zagórski, felietonista portalu Konin24.info. Cytuję jego świeże obserwacje:

Media doniosły, że : „ Prezydent nie zgadza się z Wojewodą”. Wojewoda jest w depresji.

Ponieważ ktoś najpierw „ zamachnął „ się bombą na posterunek w Kłodawie, potem ktoś udawał, że podłożył bombę w konińskim szpitalu , a następnie ktoś powiadomieniem o bobie zmusił do ewakuacji wszystkich sędziów w Kole, proponuję by wszystkie te hasła: „ Konin wita!”, „ Powiat Konin – energia pokoleń” i tym podobne zmienić na : „ Wielkopolska Wschodnia – region bombowy”.

Rozebrano kolejny dom. Na Wodnej tym razem. Nic wielkiego, ale uwaga… Zostało coraz mniej.

Burmistrz Ślesina nikogo nie przyjmuje, bo kosztem 5 milionów buduje , przepraszam, rozbudowuje Urząd. Robi to głównie dla dobra osób niepełnosprawnych, bo – jak wyjaśnia – w poprzedniej siedzibie nie było windy. A propos samochodu i Ślesina. W Urzędzie w Koninie też brakuje windy. Może tak rozbudowa ?

I już jesteśmy w dniu dzisiejszym, no prawie, bo bezcenny poradnik Ireny Gumowskiej „Dom bez tajemnic” ukazał się w roku 1990. W nim: co wolno: „Nowoczesne meble kuchenne mają powierzchnie tzw. laminowane. Zwykle są jasne i robione „na drewno”. Można na nich stawiać gorące naczynia, można – na upartego – gasić papierosa. Nie można tylko silnie uderzać, np. nożem, toporkiem, bo łatwo w nich zrobić czarną dziurę (to znaczy wyrąbać kawałek laminatu z płyty pilśniowej)”. Jest to zapewne odpowiedź autorki na liczne zapytania czytelników, dlaczego oni sobie w niedzielne popołudnia jak gdyby nigdy nic tłuką toporkiem po blacie, ot tak dla zabicia czasu, bo nic nie ma w telewizji, a tu w laminacie robi się dziura. Jakim prawem?

Też stukam, też robię dziury, ale dlaczego one powstają już się nie dowiemy, ponieważ pani Irena zmarła w rok po ukazaniu się jej książki. Czyżby Omen?

W niemym zdumieniu żegna się
Wiesław Kot

Radio Merkury, czwartek 16 marca 2017

Mili Państwo,
16 marca oznacza święto niebylejakie, bo Dzień Przemytnika Litewskiej Książki, co tylko z pozoru brzmi abstrakcyjnie. Sięgnijmy do historii. Rok 1863 – Uchwalono zakaz posiadania litewskich książek, na terenie Rosji, co zapoczątkowało Przemyt Książek Litewskich. Rok 1905 – Zniesiono zakaz posiadania litewskich książek, co w teorii powinno skończyć ich przemyt. Ale ze święta wynika, że nie kończy. Oczywiście dziś Polak, który chętnie jedzie na Litwę, nie rozumie z litewskiego ani be ani me. Ale nie jest bez ratunku. Stoję w centrum Wilna przed parkomatem, którego nie umiem obsłużyć, bo nie rozumiem, co tam po litewsku napisane. Denerwuję się bo za mną utworzył się ogonek klientów, a ja stukam, duszę i nic. Mówię wreszcie do żony: Za cholerę nie wiem, gdzie tu nacisnąć. Na to pani, która stała za mną: „Taż panie, taż ten guziczek nadusić i wsjo!”

Z doniosłych rocznic. 16 marca 1999 roku telewizja Polsat nadała pierwszy odcinek serialu „Świat według Kiepskich”. Któregoś dnia jawiłem się na planie, robiłem reportaż. Reżyser Oleg Khamidow mówi, skoro pan tu jest, to może by pan zagrał w epizodzie. Nie widzę przeciwwskazań. Przez parę sekund miałem zagrać rólkę magistra. W tym celu kazali mi włożyć marynarkę za małą o kilka numerów, przekrzywiony, niemodny krawat, na nos nasadzili mi stare rogowe okulary i zmierzwili włosy. Zdaje się, że w przekonaniu widzów serialu Świat według Kiepskich właśnie tak wygląda magister.

Często cytujemy tu kryminalne michałki wielkopolskie. Na dowód jednak, że życie przestępcze w poznaniu zdaje się mieć pewna ciągłość, kultywuje tradycje, objawia szacunek dla dokonań przodków, zacytujmy jedno tylko wydanie „Głosu Poznańskiego: bezpartyjnego pisma codziennego” z roku 1924. Otóż: „Wczoraj aresztowano w restauracji na ul. Wjazdowej gościa, który najadłszy się i napiwszy zamiast zapłacić rachunek wszczął krzyk, a wpadłszy w furję wybił szybę okna wystawowego. Przemiły gość nie umiał policji dać ściślejszych informacji co do swego nazwiska ani nie posiadał papierów tożsamości”. I dalej: „Pana Franciszka Jankowiaka, właściciela sklepu cukierków przy ul. Dąbrowskiego 36 nawiedzili nieproszeni amatorzy słodkich cukrów, kradnąc tego materiału ile się zmieści”. „Niepoznany złodziej wydarł był pewnej pani torebkę z zawartością 2 zł. Opryszek znikł niepoznany. Działo się to w okolicach Wałów Batorego”. „Nieuczciwa służąca zamówiła w pewnym sklepie masarskim towaru mięsnego, korzystając z kredytu swego byłego państwa. Kiedy jednak właścicielowi sprawa się wydała podejrzaną – momentalnie zwrócił się do policji, która skonstatowała, że dana służąca nie jest w usługach u wymienionego państwa. Sprawę skierowano tam gdzie należy”. Reasumując: „Przyaresztowano 6 pijaków, 2 prostytutki, 3 bezdomnych, 9 złodziei, 4 osoby poszukiwane, 1 za oszustwo”.

No i meteorologia. Dzisiaj rano otworzyłem drzwi. W progu stoi piękna kobieta. Mówię: Wiosna, ach to ty… Ale mnie nie poznała. Na razie –
Wiesław Kot

Radio Merkury, środa 15 marca 2017

Mili Państwo,
Dziś, 15 marca, na Białorusi, wielki bal, mianowicie narodowe Święto Konstytucji. Najważniejsze to dopasować odpowiednie święto do właściwego kraju. I już jest wesoło.

No i co to ja jeszcze chciałem, w kwestii dzisiejszych świąt, co to ja chciałem… aha, dziś jeszcze Światowy Dzień Choroby Alzheimera.

No, bo o tym, że 15 marca 44 roku przed naszą erą Juliusz Cezar został poczęstowany sztyletem pod siódme żebro przez dobrze mu znanego Brutusa, wszyscy zdążyli już dawno zapomnieć.

Proszę Państwa, dziś nie tylko imieniny Longiny Gościmira i Heloizy, ale także Dzień Piekarzy i Cukierników, a to kazało mi postawić pytanie, co ludzie piszą na tortach, które ofiarowują solenizantom i jubilatom. I oto: koleżance na wieczór panieński przyjaciółki przynoszą ciasto z napisem „Ostatnia szansa na spróbowanie innego” z rysunkiem obok, wiadomo jakim; tort weselny napis: „100 lat młodej parze. I tak chuj z tego będzie!”; tort dla trzydziestolatka: „Zmiana kodu, trójka z przodu”; i dalej: „45 lat to nie grzech”; dla starszego pana: „Nie jesteś 60-latkiem. Masz 18 lat i 42-letnie doświadczenie”; na ten sam temat, na torcie rysunek roweru i napis: „Spokojnie nie przekraczam 60-tki”; Inni na tortach dla wiekowych jubilatów piszą z humorem: „Death is closer than ever”, czyli: śmierć jest bliżej niż kiedykolwiek. Można i tak, najważniejsze, żeby goście się dobrze bawili, jubilat nie musi.

Kryminalna Wielkopolska. Czytamy kolejne policyjne doniesienia, ale od nich ciekawsze bywają komentarze internatów. Oto w Śmiglu, na jednej z głównych ulic pewien młodzieniec wyszarpnął przechodzącej kobiecie torebkę i zniknął. Pani była tak zaszokowana, iż nie potrafiła podać, ani rysopisu, ani kierunku, w którym napastnik się ulotnił. Traciła torebkę, portfel z niewielką gotówką i telefon komórkowy. Sprawa wydawała się beznadziejna, a jednak niebawem sprawcę ujęto. Pierwszy komentarz pod doniesieniem jest oczywisty: „obciąć takiemu rękę , więcej by nią nie kradł. To standard. Ale poniżej pisze dobrodusznie Irminka D. „Nie kradnijmy telefonów komórkowych” i tłumaczy, dlaczego. Bo to, jak pisze, pomaga policji namierzyć złodzieja. Irminka kończy: „Pozdrawiam okradzionych i złodziei – to też Polacy”.

Zrobiło się cieplej, chętniej podróżujemy, więc wracamy do zeszłorocznego cyklu lektur literatury wagonowej. Najchętniej przecenionej. Dziś kartkujemy zbiorek „Sławni ludzie w anegdocie” nabyty droga kupna za niewygórowane pięć złotych. I czytamy, iż pisarz Artur Conan Doyle, twórca Sherlocka Holmesa wysłał ot tak, dla draki, do dwunastu bankierów o nieposzlakowanej opinii anonimowe depesze o treści: „Wykryli wszystko. Uciekaj natychmiast”. W ciągu następnych 24 godzin wszyscy ci ludzie bez skazy uciekli z Anglii. Myślę, że gdyby któryś z bardziej znanych dziennikarzy rozesłał list podobnej treści do naszych bankierów, których osobista uczciwość jest poza wszelkim podejrzeniem, reakcja byłaby identyczna.

A ponieważ już się wydało, znikam i ja –
Wiesław Kot

Radio Merkury, wtorek 14 marca 2017

Mili Państwo,
Dziś 14 marca w Japonii, w miesiąc po Walentynkach, świętują tak zwany Biały Dzień. Święto bierze się stąd, że tam w Walentynki to panie dają prezenty panom, najczęściej coś z czekolady, a w miesiąc później panowie odwzajemniają się tym samym. I – najciekawsze. Biały Dzień ustanowiono na wniosek Ogólnokrajowej Spółdzielni Przemysłu Cukrowego, aby cukrownicy mieli zbyt na swoje wyroby. Od razu wyobraziłem sobie, że u nas na przykład ustanowiono święto na wniosek spółdzielni produkującej gumofilce, spłuczki toaletowe lub wyciskarki do cytryn.

Dziś także Międzynarodowy Dzień Liczby Pi. No, bo zapisujemy ją podobnie jak dzisiejsza datę jako 3, 14. Oczywiście, Dzień Liczby Pi obchodzimy po przecinku.

Co do rocznic, to dziś smutne – 14 marca 1980 roku w katastrofie samolotowej zginęła Anna Jantar. A w roku 1990 Główny Urząd Statystyczny podał, że inflacja w ciągu minionych 12 miesięcy wyniosła 1360 procent i była najwyższa w historii Polski. Jak dotąd.

Kryminalna Wielkopolska. Trwają zawody w kategorii najgłupsza kradzież. O pierwsze miejsce próbował właśnie zawalczyć mieszkaniec gminy Raszków w okolicach Ostrowa Wielkopolskiego. Spodobał mu się wózek, jakim przewozi się na perony przesyłki pocztowe. Przepchał go kilkanaście kilometrów do własnego domu. Policji tłumaczył, iż zamierzał jeździć z nim na zakupy.

Poza tym Wielkopolska, jak co dnia, tętni i pulsuje. Niedawno do Spichlerza Polskiego Rocka w Jarocinie trafił glan, podobny do tego, jaki zdobi okolicę tamtejszego MacDonald’sa, tyle że wykonany z wikliny przez panią Magdę Wrześniewską. Z tym, że – uwaga! – jest to tak zwana wiklina papierowa, skręcona z 1000 stron gazet. Portal Wielkopolska 24 nie podaje jednak, z jakich gazet pani Magda ukręciła wiklinę. Oczywiście pewną wskazówką byłaby tu informacja, jaka gazeta zwiększyła ostatnio nakład. W każdym razie glan został wpisany do Księgi Polskich Rekordów i Osobliwości. I figuruje tam, by pozostać przy rekordach wielkopolskich, obok na przykład zeszłorocznego rekordu z Nietążkowa – to powiat kościański – gdzie ustawiono najdłuższy w Polsce stół wigilijny. Cóż, już etnograf i folklorysta Zygmunt Gloger był zdania, iż gry i zabawy ludu polskiego nie znają żadnej mety.

I jeszcze dwie nuty dzisiaj. Nuta liryczna i nuta praktyczna. Najpierw liryka, więc jak pół wieku temu Jeremi Przybora zapowiadał wiosnę:
Nad polami ptaszęce brzmią trele
Zwierz wesoło puszcza się w tan,
Będziem jeździć za miasto w niedzielę,
Brać wędlinę, jak również chrzan.

I nuta praktyczna sprzed lat niemal 30-tu. Oto nieoceniona Irena Gumowska radzi w książce „Dom bez tajemnic”, jak odświeżać tapczan, czytamy: „Bywa, że tapczan jest pokryty taką tkaniną, której włókna w miarę używania tworzą niezliczone kuleczki. Panie domu biorą żyletkę i maszynkę do golenia i golą cały tapczan, który znowu nabiera gładkości”.

Cóż, obraz pani domu, która goli tapczan, wart jest każdych pieniędzy, o czym zapewnia –
Wiesław Kot