Archiwa kategorii: Radio Merkury

Radio Merkury, czwartek 23 lutego 2017

Mili Państwo,
Dziś Międzynarodowy Dzień Pomocy Potrzebującym, a jednocześnie Dzień Bez Łapówki. No i jak to pogodzić?

Na stronie Internetowej Biura Rekordów Guinnesa pojawiła się niedawno informacja zatwierdzająca fakt, iż 21 sierpnia 2015 r. Ogólnopolskie Stowarzyszenie Plecionkarzy i Wikliniarzy w Nowym Tomyślu ustanowiło rekord Guinnessa w kategorii: najdłuższy warkocz wiklinowy na świecie. Przeczytałem i poczułem się zszokowany po raz pierwszy.

Przypomniałem sobie jednak, iż w roku 2013 na rynku w Poznaniu ułożono największą na świecie choinkę z ludzi, konkretnie z 1055 osób. Poczułem się zszokowany po raz drugi.

A przecież w roku 2015 w Gołuchowie też padł rekord Guinnessa. W tamtejszym parku-arboretum zorganizowano „największe zgromadzenie osób przebranych za drzewa„. Konkretnie za drzewa przebrało się 516 dzieci i nauczycieli. Poczułem się zszokowany po raz trzeci.

A w zeszłym roku na Międzynarodowych Targach Poznańskich ustanowiono Rekord Polski w kategorii – najwięcej osób malujących motyle jednocześnie. Poczułem się zszokowany po raz czwarty.

Myślę, że na tym się nie skończy, bo przecież można ustanawiać rekord w zbiorowym malowaniu motyli stojąc na jednej nodze. Naprawdę, jest co robić, drodzy Wielkopolanie, jest co robić…

Poranna prasa, poznański „Nowy Kurjer” i wcale nie szkodzi, że z roku 1927, bo artykuł pod tytułem „W cichem gniazdku…” mógłby się ukazać w Głosie Wielkopolskim choćby i dziś. Czytamy: „Przy ul. Długiej rozegrała się wczoraj w godzinie południowej przykra scena małżeńska, która wywołała liczne zbiegowisko. Pewien jegomość zdenerwowany sprzeczką z lepszą swoją połową, zaczął tłuc sprzęty w mieszkaniu. W obronie wspólnego dobra krewka małżonka chwyciła pogrzebacz i jęła obrabiać nim męża tak skutecznie, że zakrwawiony wybiegł na ulicę. Zwabieni głośną awanturą sąsiedzi wystąpili z interwencją i położyli kres gorszącemu zajściu”.

A skoro o miłości mowa… Dziś okruch poezji z dedykacją celową dla młodszych kolegów prezenterów prowadzących tę poranną audycję. Oto tomik poetycki Franciszka Habera „Przepisane z serca” wydany w zeszłym roku w Gliwicach. W nim wiersz „Poranny promień”, cytuję: „W filharmonii poranka/ wibrują jaskółek klawisze/ opada etiuda świtu/ na pulpity luster/ na zasłon ciszę”. Koledzy prezenterzy, uczcie się – tak należy komentować poranek, a nie że znowu korki na Hetmańskiej, wiadukt Narutowicza oblodzony i dzień dłuższy od najkrótszego!

A przecież nie chodzi o nic innego, jak tylko o to, aby dzień przedniować, a noc przenocować.
Wiesław Kot

Radio Merkury, środa 21 lutego 2017

Mili Państwo,
Gdyby Państwo odczuwali deficyt pomysłów, co zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem, to przypominam, że na kwiaty – także w płynie – oczekuje chmara dzisiejszych solenizantów, jako to: Chociebąd, Konkordia, Marold, Marwald, Papiasz, Paschazy i – Wrocisław.
Gdyby ktoś miał problemy z odmianą imienia Wrocisław przez przypadki, zwłaszcza po trzecim toaście, Internet biegnie z pomocą i tak, czytam:
Dopełniacz (kogo? czego?): Postanowiłem sprawdzić na blogu, co u Wrocisława słychać.
Celownik (komu? Czemu?): Zrzuciła z siebie pelerynę i oddała ją Wrocisławowi.
Narzędnik (z kim? Z czym?). Ja z Wrocisławem chcemy się przebrać za wampiry. I tak dalej. Z tym, że Wrocisław raczej nie musi się przebierać.
Internet przypomina jednocześnie, iż zdrobnienia od imienia Wrocisław to: Wrocisławcio, Wrocisławuś i Wrocisławeczek, ale te obowiązują dopiero po dziesiątym toaście.
Dziś także Dzień Myśli Braterskiej świętowany w urodziny założyciela skautingu sir Roberta Baden-Powella. Tego dnia skauci myślą dobrze o harcerzach, a harcerze o skautach. Jeżeli zważyć, iż nasze współczesne harcerstwo polskie rozwija się prężnie w co najmniej pięciu – o ile dobrze liczę – równoległych związkach, no to jest o czym myśleć. Po bratersku, oczywiście.

Na ten dzień Wydział Zuchowy Głównej Komendy Związku Harcerstwa Polskiego poddaje pod rozwagę następującą myśl Ernesta Hemingwaya:

Powiedz mi, kto są twoi przyjaciele, a powiem ci kim jesteś. Od tej zasady historia zna jeden wyjątek: Judasz, którego znajomościom nie można nic zarzucić.

Okruch poezji. Przede mną kolejny tomik, w którym informacje podane na tylnej okładce wydają się ciekawsze niż sama poezja. Oto Norbert Samulak autor tomiku pod tytułem „Życie” wydanego w zeszłym roku w Kielcach informuje czytelnika, iż jest emerytowanym pułkownikiem. A wśród życiowych osiągnięć wymienia, cytuję: „We wrześniu 2010 roku w Helenowie pod Warszawą na XII Sejmiku Korespondentów otrzymałem certyfikat > Zasłużonego Korespondenta >>Głosu Weterana i Rezerwisty<<. Informację o sobie poeta pułkownik kończy zdaniem: „Do różnych czasopism pisze artykuły ku pokrzepieniu serc ludzkich”. Zaglądamy do wnętrza tomiku, a tam rozważania i fraszki, na przykład: „Choć sztorm na morzu/ To statek płynie” oraz – przykładowo – „Biednemu człowiekowi/ Jest zawsze pod górę”. Rzeczywiście, czujemy się pokrzepieni.
A gdyby Państwu Pokrzepionym do dobrego samopoczucia brakowało jednakowoż nieco gotówki, to przypominam, iż „Policjanci z Komisariatu Policji Poznań Północ poszukują właściciela pieniędzy, które zostały odnalezione na poznańskich Winogradach. Osoba, która utraciła gotówkę proszona jest o kontakt z policjantami”. Może Państwo tych akurat pieniędzy nie utracili, lecz jak się Państwo na posterunku podlansują, to może je Państwo uzyskają.
Z tym, że – proszę łaskawie pamiętać: Pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy”. Mawiała M.M.
Z nią w całej rozciągłości zgadza się –
W.K.

Radio Merkury, poniedziałek 20 lutego 2017

Mili Państwo,
Dziś międzynarodowy Dzień Palących Fajkę, zwany też u nas Dniem Fajczarzy. Jak by ktoś był miłośnikiem fajki i dzwonów kościelnych jednocześnie, bo przecież jedno nie wyklucza drugiego, to polecam muzeum w Przemyślu. Tam w jednym budynku mieści się Muzeum Dzwonów i Fajek. Cóż, bywają miasta, gdzie ludziom kojarzy się wszystko ze wszystkim.

Poza tym, jak by kto nie wiedział, w świecie fajczarzy aż buzuje od imprez i wydarzeń. Z początkiem lutego mieliśmy w Poznaniu otwarte zawody w paleniu fajki na czas. Konkurencja była zacięta, ale i tak wygrał prezydent. Konkretnie prezydent Klubu Fajkowo Cygarowego Trafika Poznań pan Damian Mucha.  W Krakowie trwają uroczyste obchody XXV –lecia Pierwszej Krakowskiej Loży Fajki, a w Gdańsku zapowiadają IX Konferencję z okazji Międzynarodowego Dnia Fajczarzy. No tak, ale tylko my w Poznaniu mamy ulicę Palacza, przypominam boczna Głogowskiej, przy niej uruchomiony niedawno Lidl, audycja zawierała lokowanie produktu.

Cóż, palacze fajki na czas to ostatecznie nie jednyni Wielkopolanie, którzy znajdują czas na interesujące zajęcia. Ot, portal Konin24 publikuje wywiad z panem Kazimierzem Pałaszem, byłym prezydentem Konina, a obecnym radnym Sejmiku Województwa Wielkopolskiego. Pan Kazimierz od ponad 50 lat opracowuje i aktualizuje biografie polityków z całego świata. Najnowsze aktualizacje, które pan Kazimierz uwzględnił  w swojej ogromnej kartotece biegną, jak następuje, cytuję pana Kazimierza: „8 lutego urząd prezydenta Somalii objął Mohammed Abdullahi Mohammed, a tym samym znalazł się w mojej ewidencji. Dzień wcześniej, 7 lutego, dwie osoby zmarły i skrzętnie to odnotowałem. Byli to Ismail Hammudani, premier Algierii w latach 1988-89 oraz Sotsha Ernest Dlamini, premier Królestwa Suazi w latach 1986-89”. A przecież takich skrupulatnych hobbystów jest w Wielkopolsce legion. Weźmy choćby Wiesława Jędrzejewskiego z Będzieszy, to 10 kilometrów na północ od Ostrowa. Miłością życia pana Wiesława są krawaty. Zebrał ich już niemal 1300, ale to informacja sprzed jakiegoś czasu, więc założę się, ma dziś ma ich w szafie ze dwa tysiące

Poczytajmy starą prasę wielkopolską. Oto pismo „Głos Kapłański”, rok  1931.
„Szczególnie ostrożni bądźmy w obcowaniu z kobietami, strzeżmy się wszelkich żartów niestosownych, wszelkiej poufałości, flirtu, tańców  w publicznych lokalach, bo to może nas wprowadzić w złe podejrzenie i tylko sam Pan Bóg wie, ile tu zgorszenia może dać zły przykład kapłana”. Jak najsłuszniej.

A jeśli by kogoś nudziła prasa religijna, to tabloidy proponowały w tym samym roku pasjonujące artykuły pod tytułem:
Fantastyczny pomysł młodego lorda. Lustrzane więzienie przyprawiło śpiewaczkę o obłąkanie!
Zwariował na morzu i zabił porucznika!
Kino w każdem mieszkaniu! Nowe zwycięstwo radjotechniki – Filmy będą nadawane przez radjo!
Rekord ojcostwa: 72 lata i 34 dzieci!
Zabił starą zakonnicę krzyżem!
Epoka ta sama, ogłoszenia drobne z poznańskiego pisma „Agentura i Komis”:
Panie i panowie, to, co potrzebujecie, załatwię z powodzeniem, dyskretnie, ku waszemu zadowoleniu. Z całem zaufaniem zwrócić się możecie do Detektywa A. W. Halemby.
Kupię małe jezioro w województwie poznańskiem.
Dziewczyna z gotowaniem potrzebna od zaraz. Bukowska 1/10

Dziewczyna, dziewczyna… Co na to Magdalena Samozwaniec? Dziewczyna jest jak pieniądz – pragnie się wydać.

Mnie się też tak wydaje –
Wiesław Kot

Radio Merkury, piątek 17 stycznia 2017

Mili Państwo,
Witam w Międzynarodowym Dniu Kota. Polskie Stowarzyszenie Miłośników Kotów Rasowych chce w tym dniu uwrażliwić rodaków na – jak powiada – „trudny koci los”. I nic dziwnego: 54 % osób ankietowanych przez ośrodek KRC Research odpowiedziało, że w przypadku pożaru ratowałoby raczej swojego smartfona niż swojego kota.  A klasyk powiada: Aby mieć trzeźwą ocenę własnej pozycji  w życiu,  człowiek powinien posiadać psa, który będzie go uwielbiał, i kota, który będzie go ignorował.

17 lutego, daty brzemienne. Oto 17 lutego w roku 1972 volkswagen garbus wyprzedził w liczbie sprzedanych egzemplarzy Forda  model T stając się najliczniej używanym samochodem w dziejach motoryzacji.

I już poezja. Zaczynamy od niższej, za chwilę przejdziemy do wysokiej. Ta niższa została spisana z murów. Dzisiaj sekcja „różne”  i brzmi ona na przykład tak:

Napis rolniczy: Ziemniaki pozdrawiają buraki.
Napis roszczeniowy: Sosnowiec żąda dostępu do morza!
Napis sportowy: Chcesz być cały, chcesz być zdrowy, szanuj Łódzki Klub Sportowy.
Napis z regionów MPK: Czekam na autobus. Zawiadomcie rodzinę!
Napis z dziedziny profilaktyki zdrowotnej: Palenie skraca – papierosa.
Napis odwołujący się do romantycznej lektury szkolnej, epoka – romantyzm: Miej serce i patrzaj – w telewizor.
Napis głupi: Rany Boskie, jestem kioskiem! – to napis na pewnym kiosku Ruchu.

Przechodzimy do poezji wysokiej. Dziś tomik Alicji Stankiewicz pod tytułem „Co wiedzą jaskółki”. Żaden jednak wiersz nie odpowiada wprost na pytanie postawione w tytule. Za to w wierszu o wiośnie występuje pewien bezczelny  ptak, cytuję:

„Płyną uskrzydlone/ wiośniane miłości/ przez ogrody/ przez ulice/ schodami w dół/ wciąż wyżej i wyżej/ zapraszają je bramy niebios/ a bezczelny ptak/ powiewa aniołowi”. Oj, ja na miejscu tego ptaka nie pogrywałbym tak ostro z aniołem.  Anioł bowiem to nie zawsze ta chodząca słodycz w bieli i ze skrzydłami. Pamiętają Państwo tego anioła stróża z opowiadania Sławomira Mrożka?  Biedak był zupełnie bezradny wobec swego małego podopiecznego, skończonego urwisa. Aż anioł wpadł na pomysł, cytuję: „Oderwał dłoń od czoła, podszedł cicho do łóżeczka i silnie wypalił chłopczyka w ucho.

Ten zerwał się przestraszony. Pod wpływem ciosu odmówił pospiesznie paciorek i, mrucząc coś niezrozumiale, położył się i zasnął.

Anioł, drżący i zachwycony, długo, nieruchomo wpatrywał się w noc.

Nastał ranek świeży i krzepiący. Sen zatarł w chłopczyku wspomnienie wczorajszego wieczoru. Podano mu śniadanie. Jak zwykle nie chciał pić mleka. Od mleka było mu niedobrze. Wtem odczuł dotkliwe kopnięcie. Zrozumiał. W milczeniu wypił mleko.

Pożegnawszy się z mamusią, ruszył do szkoły. Grzecznie przechodził przez ulice, nie przystawał, nie rozglądał się. Miał się na baczności. Jednak nie był jeszcze pewny. Gdy znalazł się sam w pustej alei, rozejrzał się i błyskawicznie zgarbił. Silna blacha w czoło natychmiast przywróciła go do porządku”. Tak, nie warto pogrywać z aniołami.

I jeszcze klasyk angelologii Jan Sztaudynger w kwestii anielstwa: Cóż pozostało cioci, jak być aniołem dobroci.

Do widzenia mówi więc Państwu chór cioć anielic i
Wiesław Kot

Radio Merkury, czwartek 16 lutego 2017

Mili Państwo,
Dziś Dzień Listonosza, więc – ludzie zejdźcie z drogi.

Kilka danych. W Polsce listonosze bywają pogryzieni przez psy średnio 250 razy w roku. Z tym, że niekiedy zdarzają niespodziewane kulminacje pogryzień. Przykładowo w Gdańskiem w roku 2007 psy pogryzły listonoszy aż 84 razy. Nic więc dziwnego, że listonosze od lat domagają się, aby pogryzienie przez psa zostało wpisane na listę chorób zawodowych. Jak pylica u górników. Jeśli tak się stanie, da im to prawo do otrzymywania świadczeń ubezpieczeniowych wyższych  o 20%.

O 8.40 tradycyjnie obcujemy ze słowem poetyckim, bo to  najlepsza pora na takie doznania. Nie musi to być od razu Norwid czy Szymborska, celujemy trochę niżej, w poezję naścienną mianowicie. Poemaciki krótkie, jednozdaniowe, ale smaczne. Dziesięć.

Umieram za Polskę, szkoda że z głodu.
Żadna kobieta nie da ci tego, co dać ci mogą klocki Lego.
Tonący brzydkiej się chwyta.
Kto nie może dopiąć celu, ten chodzi z rozpiętym.
Pukanie zepsute proszę dzwonić.
Żyję bo nie mam na trumnę.
Pokorny uczeń z dwóch ściąg korzysta.
Miłość jest jak zbrodnia. Po wszystkim nie wiadomo, co zrobić z ciałem.
Winda popsuta! Najbliższa winda w następnym bloku.
Po pierwsze gospodarka. Po siódme nie kradnij.

I kryminalna Wielkopolska. Czytamy Dziennik Poranny z roku 1935: „W dniu 22 września nocą – tak tam stalo napisane -, więc dnia 22 września nocą 25-letni Marian Wesołowski, zamieszkały w Poznaniu, napadł na idącego ul. Wodną Adama Ciszewskiego i zażądał od niego 2 zł na wódkę. Gdy Ciszewski odmówił jego żądaniu, wtedy napastnik rzucił się na niego, powalił na ziemię i zrabowawszy z kieszeni Ciszewskiego 12 zł, ulotnił się w niewiadomym kierunku. W kilka chwil później ten sam Wesołowski napadł na Nowym Rynku na Zygmunta Wesołowskiego i zażądał od niego pieniędzy. Napadnięty zaczął tłumaczyć rzezimieszkowi, że jest bezrobotnym i nie posiada pieniędzy nawet na utrzymanie. Wtedy M. Wesołowski zrewidował go i odebrał napadniętemu 11 papierosów. Wkrótce po zajściu policja aresztowała M. Wesołowskiego. W dniu wczorajszym M. Wesołowski stanął przed tutejszym sądem okręgowym i skazany został na 2 lata więzienia”. Ciekawe, jak potoczyły się dalsze losy rzezimieszka Wesołowskiego Mariana, co po odsiadce. Może na przykład nawrócił się i na kolanach do Częstochowy. A ten drugi Wesołowski, ten bezrobotny Zygmunt, który został bez jednego papierosa. Może rzucił palenie i znalazł pracę? Niestety, nigdy się tego nie dowiemy. Bogusław Wołoszański nazwałby to zapewne jedną z najgłębszych tajemnic ziemi Wielkopolskiej.

Cóż, drobne z pozoru wydarzenia rzucają czasem bardzo długi cień. Tradycyjna opowieść głosi, że Pan Bóg ustalił swoje Przykazania dla ludzkości, ale nie udawało mu się zainteresować nimi żadnego narodu: wszystkie wybrzydzały. To im nie odpowiada, tamto im nie odpowiada. Na koniec Pan Bóg udał się więc do Żydów z ofertą: -Słuchajcie, mam Przykazania na zbyciu.  – Przykazania? – Żydzi spoglądają porozumiewawczo na siebie, w końcu najlepszy kupiec pyta: – A po ile są? – Są za darmo – powiada Pan Bóg. – To bierzemy od razu 10. Skutki tej pazerności odczuwamy do dziś.

I Państwo i ja –
Wiesław Kot

Radio Merkury, wtorek 14 lutego 2017

Mili Państwo,
Dzisiaj 14 lutego, mamy jednocześnie Walentynki i Dzień Chorego na Padaczkę. I to nie jest przypadek. Bo święty Walenty jest jednocześnie patronem zakochanych i patronem epileptyków. Jak najsłuszniej, bo stan zakochania i stan epilepsji są to stany bardzo podobne, czasem wręcz nie do odróżnienia.

Z doniosłych rocznic.

14 lutego roku 2003 uśpiono owieczkę Dolly, pierwszego sklonowanego ssaka. Przewidziane są uroczyste obchody ze składaniem wieńców i wiązanek kwiatów.

14 lutego roku 2005 uruchomiono serwis internetowy You Tube. Przewidziane są manifestacje uliczne z transparentami na dowód poparcia.  Policja ostrzega przed odpalaniem rac.

Jak co dzień staramy się dać naszemu umysłowi stosowną pożywkę o poranku. Tym razem nieco spontanicznej, oddolnej twórczości literackiej, mianowicie kilka krótkich utworów poetyckich, które kierowcy umieścili na tylnym zderzaku swojego samochodu. I tak:

Mam zepsuty klakson. Obserwuj środkowy palec u ręki.
Wyprzedzaj! Ktoś już czeka na Twoją nerkę
Jeżeli możesz przeczytać ten napis, to znaczy, że zgubiłem przyczepę.
Jeśli możesz przeczytać ten napis to znaczy że umiesz czytać!
Nie pij za kierownicą. Stukniesz kogoś w zderzak i rozlejesz.
Garbus nie gubi oleju, garbus tylko znaczy swój teren
Samochód pułapka, zaparkuj gdzie indziej.

I kronika kryminalna Poznania, miasta bezprawia, i co z tego, że z roku 1935.

Kartkujemy „Dziennik Poranny” . „W gmachu sądu apelacyjnego  zaszedł wczoraj przykry incydent. Na sali nr 11 odbywał się proces rozwodowy Wypych contra Wypychowa. Po ustaleniu szeregu faktów dowodowych sąd ogłosił wyrok, na mocy którego odebrano Wypychowej dziecko. Po zakończeniu rozprawy strony wyszły na korytarz. Występujący w imieniu Wypycha obrońca dr K. skierował się do pokoju adwokackiego. W tej chwili dopadła go Wypychowa i dobywszy spod płaszcza ciężkiej pałki do ubijania kapusty, zaczęła nią zadawać dotkliwe ciosy bezbronnemu adwokatowi. Na korytarzu powstał popłoch. Wypychowa uzbrojona w ciężką pałę wykrzykiwała na całe gardło, że nie obawia się żadnych konsekwencyj, bo jest umysłowo chora. Przykre zajście szybko jednak zlikwidowano. Bezbronnemu obrońcy przyszli z pomocą biegły księgowy pan Kowalski i grafolog redaktor Grudziński”.

Cóż, jak powiada klasyk: Żaden mężczyzna nie jest w stanie mieć pełnej kontroli nad swoją kobietą…Tak samo jak barometr nie ma kontroli nad pogodą….

Przed tą mądrością wypada tylko z szacunkiem pochylić głowę, co czyni –
Wiesław Kot

Radio Merkury, poniedziałek 13 lutego 2017

Mili Państwo,
Zjawiam się na falach eteru w Światowym Dniu Radia proklamowanym przez Unesco, by przywołać światły cytat z Juliana Tuwima: „Radio to cudowny wynalazek! Jeden ruch ręki – i nic nie słychać”.

Imieniny świętuje Beatrycze, a skoro tak, to cytujemy Dantego, największego fachowca w temacie Beatrycze: „Źle jest być sługą Amora, bo im wierniej mu się służy, tym boleśniejsze trzeba znosić ukłucia”.

Dziś także Krystyny. Więc: dla panny Krysi z turnusu trzeciego od sympatycznego oczywiście niewątpliwie pana Wiesia: Pucio- pucio.

I ważne rocznice historyczne. Otóż 13 lutego roku 1998 z linii produkcyjnej Fabryki Samochodów Ciężarowych w Lublinie zjechał ostatni samochód dostawczy marki Żuk, legenda szos polskich, ale nie tylko, bo sprzedawano go na cały świat, na przykład do Egiptu, gdzie kursował pod handlową nazwą Ramzes.

Kryminalna Wielkopolska. Okazuje się, że – wydawałoby się ostatecznie skompromitowana metoda na wnuczka – ciągle jest w użyciu. Bo przykładowo – jak podaje portal wielkopolskiej policji – pewnemu dziadkowi z Jarocina zaginął 18-letni wnuczek. Nie na długo jednak, bo niebawem zaesemesował do dziadka, że został porwany, skrępowany i uwięziony na sumę czterech tysięcy złotych. Tyle mianowicie żądają okrutni porywacze i niech dziadek szykuje, jeżeli chce jeszcze kiedykolwiek ujrzeć wnuczka żywego. Te cztery tysiące złotych zainteresowały jarocińskich policjantów do tego stopnia, że rozpytali po kolegach, gdzie porwany wnuczek lubi przebywać. No to koledzy mówią, że tu i tu. Funkcjonariusze kopnęli się na miejsce i zastali wnuczka, który bynajmniej nie był skrępowany. Ale do czasu, bo już po chwili był skrepowany, mianowicie kajdankami. No dobrze, a te cztery tysiące? Co dziadek zrobi teraz z taką górą forsy?

Podobne przestępstwa mają w Wielkopolsce długą i bogatą tradycję. A ponieważ Wielkopolanie kochają tradycję, więc w „Dzienniku Porannym” z roku 1935 czytamy: „Krotoszyn. Na tutejszy posterunek policji zgłosił się niejaki Jan Pieluch, mieszkaniec wsi Tomnice w pow. Ostrowskim, i zgłosił, że padł ofiarą napadu rabunkowego, w czasie którego bandyci zrabowali mu wszystko, co przy sobie posiadał. Jako sprawcę wskazał niej. Kowalskiego. Policja w toku dochodzeń ustaliła, że Pieluch napad sfingował, a wymieniając Kowalskiego chciał się na nim zemścić i przypuszczał, że w ten sposób pozbędzie się jego jako swego sublokatora”.

Kącik słowa poetyckiego. Więc Marek Kotkiewicz, który swój tomik pod tytułem „Dzisiaj będzie jutro” opublikował w zeszłym roku w Pile. Na okładce informuje, iż jest to książka o chorobie alkoholowej, a w środku pomieścił kilka skrzydlatych myśli, na przykład: Kto jest tu, nie ma go tam, można pójść tu i tam; Dalej: Wszelkie religijne wyznania nie rozprawiają o jednostce bytu; I jeszcze: Ból i rozkosz tkwią w sacrum trzech prawd. Koniec cytatów. Tak, te myśli z pewnością powinny być przestrogą przed nadużywaniem alkoholu.

A skoro się zgadało, to przywołajmy staropolskie przysłowie a propos: Alkohol pity w miarę nie szkodzi nawet w dużych ilościach.

Podobnie jak –
Wiesław Kot

Radio Merkury. The Beatles. Ciekawostki

Drodzy Państwo,
W naszych spacerkach po starszej muzyce nie możemy ominąć Beatlesów, ale też nie powinniśmy o tej supergrupie klepać banałów ani też powtarzać tego, co wiedzą wszyscy. Zebrałem więc nieco ciekawostek. Dla beatlesologów to oczywistości, ale tak zwanemu przeciętnemu słuchaczowi nieco mogło umknąć, więc pobawmy się. Ale to nie sama zabawa. Parę faktów każe przypomnieć, jak trudna, pełna prób, błędów, walki i uporu jest droga na szczyt. Więc: Beatlesi faza wczesna.

Taki zbieg okoliczności. Johna i Ringo mamy urodziły w trakcie nalotów Luftwaffe. Tata Ringo był z zawodu czyścicielem okien i pozostał nim także wtedy, gdy Ringo był już jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób na planecie. Uważał sukcesy syna na doraźną fanaberię, a swój fach czyściciela za pracę dającą może dochód skromny, ale pewną i z przyszłością.

Większość z nas pamięta tę fab four – bajeczną czwórkę – jako The Beatles. Ale może nam umknąć to, że The Beatles to była początkowo  tylko nazewnicza przymiarka. Bo z grubsza ten sam skład personalny i muzyczny nazywał się po kolei The Querrymen, The Rainbow, Johnnny And The Moondogs, Long John And The Silver Beatles, a potem Silver Beatles. A przecież jeszcze w w roku 1960 John i Paul grywali  jako duet w o nazwie The Nurk Twins, po polsku Bliźniaki nazwiskiem Nurk.

Zanim przyjęli na posadę perkusisty Richarda Starkeya, który lekko przerobił sobie nazwisko na Ringo Starr, mieli co najmniej sześciu perkusistów. Ringa też ostro zrugał podczas nagrywania „Białego albumu” w 1968 roku  za nieuctwo i nieróbstwo Paul, ten się obraził, odszedł z zespołu, ale Ringo rozważył wszystkie za i przeciw i po dwóch tygodniach wrócił.

Sukcesy nie biorą się znikąd. Piotr Czajkowski mawiał, że talent owszem, jak najbardziej, ale lepiej, żeby natchnienie nawiedzało cię, kiedy pracujesz. Więc: zespół z błędem ortograficznym w nazwie – The Beatles to tak jak by po polsku pisać Żuki przez „rz” –  kiedy zespół był znany tylko skromnemu wianuszkowi fanów, między grudniem 1960 roku a sierpniem 1963 roku wystąpił w klubie Covern w Liverpoolu 294 razy. Nic więc dziwnego, że chłopcy nabrali wprawy w trzymaniu gitary. A i to nie bardzo pomagało w zdobyciu jakiej takiej popularności. Nie pomogło nawet, że John śpiewał założywszy sobie na szyję deskę klozetową. A Paul rozważał, czy może zespół z całym gitarowym wyposażeniem nie powinien się rzucić w odmęty rzeki Mersey, żeby wreszcie dostrzegła ich bodaj prasa lokalna. Cóż, wielu naszym pretendentom do gwiazdorstwa  w rejonach muzyki rockowej bardzo by się przydało na początek 294 koncertów w nikomu nieznanym klubie muzycznym – powiedzmy – w Bydgoszczy.

Z tym, że kiedy zespół  – w czasach, kiedy jeszcze prawie nikt o nim nie słyszał – koncertował w Hamburgu, przez kilka wieczorów dawał podkład muzyczny do występów striptizerki o pseudonimie scenicznym Janice. Tak dobrze im szło, że później w Liverpoolu też przygrywali rozbierającej się panience, ale już o pseudonimie Shirley. Z tym, że to też szło jak po grudzie, ponieważ właściciel klubu Cavern początkowo wcale nie zamierzał ich zatrudniać. Bardzo mu się nie podobało, że chłopaki noszą dżinsy, a to przecież szanujący się klub, w którym muzyk powinien występować w eleganckich spodniach od garnituru.

Jednocześnie John i Paul jeszcze w szkole zawiązali coś w rodzaju spółki kompozytorskiej. I jako nastolatki napisali wspólnie co najmniej 70 piosenek. Pierwsza, która zdobyła szerszą popularność, nazywała się „Love Me Do”. Paul wtedy akurat dorabiał w składzie drewna w Loverpoolu. Kiedy jego kawałek stał się bardziej znany, z miejsca przeniesiono go do kierownictwa firmy.

The Beatles próbowali też zaistnieć w popularnym programie telewizyjnym, który gromadził najrozmaitszych odchyleńców, szajbusów i dziwaków. Nie zdobyli żadnej nagrody, a pierwsze miejsce zyskała panienka, która pokazywała najrozmaitsze sztuczki, jakie można zrobić łyżką podczas przygotowywania obiadu.

Później, kiedy byli sławni, też nie zawsze z tą telewizją wychodziło. Kiedy wystąpili w amerykańskiej telewizji w bardzo popularnym programie „Ed Sullivan Show”  – oglądało go 60% Amerykanów –  recenzent mocno prestiżowego pisma „The New York Herald Tribune” oceniał: „75 procent to reklama, 20 procent to fryzury, a 5 procent sukcesu to wycie”.

Menedżer nagraniowy firmy Decca, nazwiskiem Dick Rowe, który przesłuchał zespół, odradzał firmie stanowczo podpisanie kontraktu z tymi amatorami. Wystosował opinię, która brzmiała: „Grupa The Beatles nie ma w przemyśle rozrywkowym żadnej przyszłości”. Kiedy zaś okazało się, jak bardzo się pomylił, aby się zrehabilitować w oczach szefów, polecił podpisać kontrakt z jakimkolwiek innym wyjcem, pierwszym z brzegu, bo wcale ich nie odróżniał. I firma podpisała kontrakt z taką pierwszą lepszą banda dzikusów. Banda nazywała się The Rolling Stones.

Pierwszy kontrakt, jaki firma nagraniowa – nazywała się Parlophone Records – podpisała z podmiotem wykonawczym The Beatles, przewidywał, że zespół dostanie od każdej sprzedanej płyty jednego pensa. Przypominam, że pens był wówczas monetą najniższego nominału (wcześniej były też półpensówki). 12 pensów tworzyło jednego szylinga, a 20 szylingów jednego funta.

Piosenka „Yesterday” zaśpiewana przez Paula do akompaniamentu samej gitary i kontrabasu, opowiada o dziewczynie, która odeszła, a przecież jeszcze wczoraj itd. Ale jak Paul ją pisał, to kojarzyła mu się z jajecznicą i próbny tekst brzmiał: „Scrambled eggs – oh, my girlfriend Has Got lovely legs”, czyli: „Jajecznica, moja dziewczyna miała śliczne nogi”. Gdyby Paul się tego trzymał, mógłby przejść do klasyki awangardy poetyckiej XX wieku. Dzieci uczyłyby się jego wierszy w szkołach, występowałby w antologiach arcydzieł poezji obok, ja wiem, Johna Keatsa, Williama Szekspira? Kto wie, może nawet wpadłby za to Nobel , jak koledze Bobowi Dylanowi?

Radio Merkury, piątek 10 lutego 2017

Mili Państwo,
Dzisiaj z kwiatami do Scholastyki. „Scholastyka – mróz utyka, zanim Walenty nam zaświęci, obaczymy, mróz kark skręci”. Oby, oby.

10 lutego, historia, ale tylko daty naprawdę fundamentalne. Otóż 10 lutego w roku 1959 ustanowiono herb Koszalina. Tegoż dnia roku 1993 powstała Polska Federacja Karate Tradycyjnego. Co miało – jak to u nas – burzliwe następstwa, ponieważ już w trzy lata później Polska Federacja Karate Tradycyjnego nie wiadomo dlaczego zmieniła się w Polski Związek Karate Tradycyjnego. A wtedy ów związek-federację opuściła na znak protestu część instruktorów zakładając Polską Federację Karate Tradycyjnego Fudokan. Czyli normalnie, jak to u nas,  wszyscy w domu. A sześć lat wcześniej 10 lutego 1987 roku w katowickim Spodku po raz pierwszy koncertował w Spodku zespół Metallica. „Open mind for a different you. And nothing else matters”.

Dziś do obiegu wchodzi banknot o nominale 500 złotych. To ogromne ułatwienie. Teraz zasiłki na drugie i kolejne dziecko można będzie opłacać jednym banknotem. Przeciętna wypłata – najwyżej pięć banknotów. Co za ulga!

I zaraz cytujemy powiedzonko amerykańskie. „Cóż za różnica, ile masz w portfelu? Ważniejsze –  ile ci brakuje?

Złote strony prasy wielkopolskiej. Oto pismo „Pobudka do szerzenia wstrzemięźliwości: organ Towarzystwa szerzenia wstrzemięźliwości w Kórniku”, 1895, cytuję:  „Zepsucie obyczajów i ogólny upadek moralności. Życie hulackie i szał wywołany pod wpływem alkoholu odwodzą człowieka od rodziny a prowadzą do prostytucyi. Stąd ta jego brutalność, zmysłowość i głupkowatość, stąd te choroby weneryczne (…). Życzyć sobie musimy, aby społeczeństwo nasze albo wcale nie używało alkoholicznych napoji, albo przynajmniej z jak największem umiarkowaniem. (…) Ale podwójnym grzechem jest wywozić pieniądze na ten wydatek za granicę albo dawać je obcym. Przede wszystkim życzyć by należało,  abyśmy (…) zadawalniali się krajowym wyrobem.. kto już koniecznie chce pić wino, niech pije owocowe (…).Wina owocowe, mogą także doprowadzić do nadużyć, ale przynajmniej grosz na nie wydany pozostanie w kraju”.

No cóż: więc pijmy wino szwoleżerowie, niech troski zginą w rozbitym szkle. Z tym, że pijemy wino owocowe krajowe, a butelek nie rozbijamy, bo to nieładnie, tylko grzecznie odnosimy do punktu skupu opakowań szklanych.

I obciachowe dowcipy. Kolejne trzy.
Strażacy założyli zespól muzyczny. Na pierwszej próbie kapelmistrz pyta:
– Jaka jest różnica miedzy fortepianem a skrzypcami?
– Fortepian dłużej się pali!
Rozmawiają dwie sąsiadki:
– O Krysi nie można powiedzieć złego słowa…
– To porozmawiajmy o kimś innym!
Kibic pyta kolegę – Kto wygrał Manchester, czy Liverpool? .
– Było 0:0.
– A do przerwy?

I bezcenna myśl a propos kibiców. Bohater powinien być tylko jeden. Jeśli bohaterów jest wielu to nazywają się kibicami.
Jak ja –
Wiesław Kot

Radio Merkury, czwartek 9 lutego 2017

Mili Państwo,
Witam w Międzynarodowym Dniu Pizzy. Pizzerii mamy w Polsce tyle, że powoli zaczyna brakować nazw, bo ileż lokali może się nazywać: Pasta La Vista, Viva La Pizza czy Cosa Nostra.

Daty historyczne. 9 lutego roku 2005 po raz pierwszy w Polsce obchodzono Dzień Bezpiecznego Internetu. I zapewne po raz ostatni.

W Wielkopolsce dzieje się mnóstwo i właściwie nikt już za tym nie nadąża. W Koninie wycinkowo spróbował  Adam Zagórski, felietonista portalu Konin24 i zwrócił uwagę, iż miasto Konin zafunduje sobie izbę wytrzeźwień za milion złotych. Szkoda tylko, że burmistrz miasteczka Ślesin postawił sobie siedzibę za pięć milionów, a przecież mógł za te pieniądze pobudować pięć izb wytrzeźwień. W Koninie ma się też odbyć uroczysta Gala Konińskiego Biznesu. W roli konferansjerów i wodzirejów wystąpią artyści z kabaretu Paranienormalni. Czyżby jakaś aluzja? Felietonista zwraca też uwagę na kolejną już informację o tym, że funkcjonariusz policji będąc po służbie schwytał tego czy innego przestępcę. Składa więc wniosek, by wszyscy policjanci byli non stop po służbie, a wtedy współczynnik wykrywalności przestępstw na ziemi konińskiej od razu by poszybował.

Nadrabiamy zaległości w cytowaniu obciachowych dowcipów, dziś monolog pasażera autobusu miejskiego: „Jadę autobusem i muszę prosić pana, który stoi bliżej kasownika, by skasował mój bilet. Tylko – jak się do niego zwrócić – per „Ty”, czy per „Pan”?  Jeśli mężczyzna nie wysiadł na poprzednim przystanku znaczy, że jedzie do mojej dzielnicy. Jedzie z kwiatami – znaczy do kobiety. Kwiaty wiezie piękne, znaczy to, że i kobieta jest piękna. W naszej dzielnicy są tylko dwie piękne kobiety – moja żona i moja kochanka. Do mojej kochanki facet jechać nie może, bo ja do niej jadę. Znaczy, że jedzie do mojej żony. Moja żona ma dwóch kochanków – Waldemara i Piotra. Waldemar jest teraz w delegacji… Więc: – Panie Piotrze, mógłby mi pan skasować bilet?”

Horoskop na dziś i wcale nie szkodzi, iż wyczytaliśmy go w poznańskim „Dzienniku Porannym” z 9 lutego 1936 roku: „W dniu dzisiejszym nie grożą nam żadne niebezpieczeństwa. Nie należy się spodziewać żadnych nieprzewidzianych wydarzeń. Życie popłynie dziś bez żadnych trosk, ale i bez żadnych radości. Dla zakochanych gwiazdy również wróżą dzień smutny. Dziecko dziś urodzone odznaczać się będzie niezwykłym uosobieniem cechującym sangwinika. Mimo wad, będzie wyrozumiałe dla otoczenia. Karjerę zrobi w górnictwie”.

I jeszcze złota myśl z przydziału: Uganianie się  za kobietami jeszcze żadnemu facetowi nie zaszkodziło, w niebezpiecznie facet znajdzie się dopiero wtedy, gdy którąś złapie.

I już się luzujemy –
Wiesław Kot