Archiwa kategorii: Folkarium

Święto Słońca

Kapela Ze Wsi Warszawa „Święto Słońca” 2 CD (2016). Zespół folkowy ogromnie utytułowany w Polsce i na świecie. Częściowo na instrumentach tradycyjnych jak fidel płocka i suka biłgorajska. Słychać autentyczną nutę ludową, lekko tylko podkreśloną współczesnym aranżem. Ale nienachalnie, ze smakiem, z wyczuciem. No i nie jest to folklor w stylu glamour jak w Mazowszu. „Oj idę, z rozkoszy na bidę”. :

c12

Z dawna dawnego

Orkiestra Świętego Mikołaja „Z dawna dawnego”. Przyśpiewki łemkowskie i huculskie (z tego, co mogę się zorientować). Instrumentarium akustyczne, ale wielu instrumentów pewnie nie potrafiłbym nazwać. W tekstach m.in. ta ballada ludowa, która posłużyła za kanwę mickiewiczowskich „Lilii”. Ludowość, ale nie cepeliada. Szacunek dla autentyku, ale i wyjście poza niego. Czyli folk.:

s12

Yemen – Music Of The Yemenite Jews

Robinson, Zimpel, Zerang, Rogiński „Yemen – Music Of The Yemenite Jews” (2012). Trochę folku, muzyki, etno i jazzowe improwizacje. Obsada międzynarodowa. Wpływy muzyki jemeńskiej trudno tu wyśledzić. Może w rytmice, która brzmi dość orientalnie. Może w klarnecie, który słychać jak z orkiestry klezmerskiej… Często te improwizacje przechodzą w zbiorowy jazgot. I to już pachnie teatrzykiem studenckim.:

s10

Jeszcze tyle pieśni przed nami

Wolna Grupa Bukowina „Jeszcze tyle pieśni przed nami”. Koncert w Trójce. Zespół śpiewa 40 kilka lat i człowiek ma wrażenie, że zna te piosenki od zawsze. Zwłaszcza, że nie gonią za modą, że śpiewane są ciągle przy tej samej gitarze. „Majster Bieda”, „Bukowina”. A śpiewają jeszcze z repertuaru Naszej Basi Kochanej („Samba sikoreczka”) i innych kolegów („Całkiem spokojnie wypiję trzecią kawę” – śpiewam to sobie codziennie). Na koniec rytualne „O dobra rzeko, o mądra wodo…”:

Księga chmur

Ossian „Księga chmur” (1979). Z początku kakofonia jakiejś ciżby ludzkiej. Jak na meczu.  Z czasem pojawiają się panie, które brzmią jak Alibabki. W końcu śpiewy obrzędowe z Czarnego Lądu. Nie wiem, czemu zawsze czekam na krople deszczu, a oni na każdej płycie najpierw zgrzytają. Wreszcie te fujarki i piszczałki, co mają być. No i instrumenty strunowe, szarpane. Do tego rytualne bębny.

Rogalów – piosenki ku pokrzepieniu serc

Za Siódmą Górą, „Rogalów – piosenki ku pokrzepieniu serc” (2009). Ciągle szukam czegoś, czego nie słyszałem, nie znam, nie rozumiem. Stąd niniejszy folkowy zespół. Rogalów to małopolska wieś, gdzie swoje studio ma wytwórnia OBUH. Machina: „To zbiór nietypowo zaaranżowanych utworów folkowych, będących czymś więcej niż etnograficzną rekonstrukcją, bo zawierających także elementy ambientu, muzyki poważnej, postrocka czy klimatyczne jazzujące wstawki”. Wszystko prawda, ale na moje ucho ta „muzyka niezależna” to taka raczej amatorszczyzna. Poziom wykonawczy piosenek przy ognisku. Tylko ta ideologia…:

Euscorpius Carphaticus

Projekt Karpaty Magiczne „Euscorpius Carphaticus” (2002). Nawet nie etno, nawet nie przetworzone elementy ludowe, nawet nie pastisz jak muzyce Ossiana. Tylko jakieś niejasne odgłosy. Ni to pola, ni to lasy, ni to chłopskie obejście. Na koniec jakaś dziecinna pioseneczka… Na szczęście możliwie bez elektroniki. Nie bardzo chwytam, co to ma wspólnego z Karpatami. Może z tymi sprzed któregoś zlodowacenia..? Z tym, że jeżeli to muzyka czyjejś duszy, to w porządku.: