Archiwa kategorii: Filmy najgorsze

Ucieczka na Atenę / Escape to the Athen

 

Rozwlekły do niemożliwości film z cyklu: nasi atakują na zapleczu wroga. Ta ilość informacji, którą współczesny widz łyknąłby w ciągu paru sekund (wygląd, położenie, pochodzenie społeczne bohatera) tutaj przedstawiana jest przez pół minuty.

Telly Savallas, grecki konspirator, w czasie akcji dyskretnie odsuwa wieczko podręcznej skrzynki. A tam na kostkach lodu spoczywają: pistolet maszynowy i butelka ouzo.

Zgrupowanie gwiazd: John Roundtree (czarnoskóry Eastwood), David Niven (wzorzec angielskiego gentlemana), Claudia Cardinale.

Roger Moore wyglada równie świetnie w smokingu 007 jak w mundurze Wehrmachtu. I ta sama gracja. Tu gra Austriaka: że niby mniej groźny. A jak to było z Eichmannem?

Niven-archeolog odkopuje dla III Rzeszy. W ręku trzyma posążek domowego bóstwa: „-Sądząc po wyglądzie stał przy łożu jakiejś damy”. To męska figurka ze sterczącym fallusem.

No, to jest jednak film zachodni. Jeńcy mogą sobie na obozowym baraku napisać „Mein kamp”.

Roger Moore zgarnąłby skarby, ale pozwoli zaczyna rozumieć, że Niemcy wojny nie wygrają. I zaczyna po swojemu kolaborować. Na zasadzie: człowiek interesu z człowiekiem interesu…

Jeniec brytyjski ogląda w piśmie ilustrowanym niemieckie sportsmenki (wyglądają jak te z NRD po sterydach). „- Robiłeś to kiedyś z Niemką? – Nie. – To nie rób.”

Propozycja, aby Amerykanka obozowiczka (bo nie więźniarka) zaśpiewała „Lili Marlen”. Wtedy śpiewał to cały walczący świat, głownie  Niemcy”. Pierwszy światowy w przebój w historii show-biz.

Rozbieżne cele – jedni chcą zabytków, inni stacji paliw dla okrętów podwodnych..

Ten „sence of humor”. Facet, który się goli, wstaje z fotela, rzuca kilka granatów w Niemców, po czym spokojnie wraca na fotel, by go ogolili do reszty.

Ucieczka na Atenę / Escape to the Athen, reż. George P. Cosmatos, 1979

Węże w samolocie / Snakes On the Plain

 

Węże atakują bez powodu, nie prowokowane, nie drażnione. Choć tak czyni podobno (!) tylko czarna mamba. Z czasem okazuje się dopiero, że celowo doprowadzono je do szału.

I atakują śmiesznie. Pierwszy wypełza z muszli klozetowej i dobiera się siusiającemu facetowi do atrybutu, a drugi wsuwa się zażywnej damie, zmożonej piersiówką, pod spódnicę. Jeżeli trafia się grubas, to wąż kasa go, oczywiście, w dupę.
Grzechotnik podpełza do dzieciaka, który bawi się grzechotką.

Mimika wielu węży jest bardziej wyrazista niż gra aktorów.

Samolot, a więc klaustrofobia, a w dodatku agresywne węże, które mogą się wcisnąć dosłownie wszędzie.

No i wreszcie zjawia się pyton, który nie kąsa, lecz miażdży i połyka. Osobne widowisko.

Stewardesa pyta rannego pilota, czy da radę prowadzić samolot jedną ręką. Nie musiałem słuchać odpowiedzi. Wiedziałem. „Zdziwiłabyś się, co facet potrafi zrobić jedną ręką”.

A czytam,, że w ofercie jest jeszcze pokrewny film „Mrówki w samolocie”.

Recenzje raczej entuzjastyczne. Jeden z widzów pisze, że oglądał to już z 10 razy i ciągle mu się podoba.

Węże w samolocie / Snakes On the Plain, reż. David R. Ellis, 2005