Bez wstydu

 

Młody człowiek wraca na wakacje do domu rodzinnego, a tam siostra, z którą wiąże go dwuznaczne uczucie, zadurzona w miejscowym biznesmenie. O ciągotach nacjonalistycznych. W dodatku żonatym i dzieciatym.
Kiedy nie ma siostry, ten posuwa przygodną panienkę. Tłumaczy, że niechcący: „- Może za bardzo się pochyliłem”.
Brat łóżka bierze jej bieliznę – fetyszysta. Podgląda ją, gdy ta się przebiera. Jak się kąpie.
W końcu wskakuje jej do wanny.

Dochodzi do wyznania miłosnego. „- Kocham cię, nie chcę się już tego wstydzić.”
Dochodzi do regularnego zbliżenia.

Dziewczyna bieduje i za chwilę odetną jej prąd. Obleśny i napalony inkasent mógłby przymknąć oko na niezapłacone rachunki, ale przecież nic za darmo… Rachunki jednak koniec końców trzeba płacić, w czym biednej pomoże ustawiony biznesmen. Ale też nie za darmo, bo wystawi ją lokalnemu politykowi. Ona się skarży, że ta świnia ją obmacywała, a biznesmen na to: „- Wiesz, jakie miejsce obiecywał mi na liście wyborczej?” Ona się stawia: „- Słyszysz, co do ciebie mówię?! Łapał mnie za tyłek!!!” On uspokaja: „- Nie zje cię, nie przesadzaj”. I już wysyła ją taksówką z politykiem do hotelu.
A brat-kazirodca to palant, popapraniec. I kółko się zamyka.

Bez wstydu, reż. Filip Marczewski 2012 filmweb

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *