Wszystkie wpisy, których autorem jest Wiesław Kot

Snajper-intelektualista

Okolice Bydgoszczy. Zimno i deszcz, czasem z gradem. Nie ma nawet sensu wychodzić z samochodu. Tylko koło jakiejś wojennej mogiły, pod domem, gdzie zwisają sople, że tylko włączyć wtyczke i już jest Christmas. I setny mural powstańczy. Ten z karabinem i w okularach to chyba snajper-intelektualista.:

Na jałowym biegu. „Żbik”:

Robotę nadaje Helmut. Płaci 10 tys. dolarów. Wykonawcy – m.in. Boguś i Robuś. W śledztwo angażuje się nawet „posterunek gromadzki”. A bandyta ucieka do Czarnkowa – byliśmy parę dni temu, ale nie zastaliśmy…

Jerzy Bralczyk, Jan Miodek i inni… „Wszystko zależy od przyimka”

Jerzy Bralczyk, Jan Miodek i inni… „Wszystko zależy od przyimka”:

Językoznawcy o polszczyźnie – daleko wychodzi to poza samą polszczyznę.
Cytaty:

Uderzyło mnie ciepło, bezpośredniość i autoironia profesora: zachwycił mnie uwagą, że ze względu na charakterystyczny gest dłonią wykonywany zawsze, gdy coś tłumaczy słuchaczom, nazywają go specjalistą od wkręcania żarówek.

Jeśli dziś chwytasz coś, to jest to rezultat zaślubin chwatania z chytaniem. Na Śląsku do dziś mówi się: „chytej to!”.

… czy w internecie rozmawiamy ze sobą, czy piszemy do siebie.

… na mejl należy odpowiadać w ciągu 24 godzin.

Ale jednak mówiłeś: „witam państwa”, nie samo „witam”. Ja również „witam” nigdy nie powiem, tylko „witam państwa”.

… w „witaj” już wyraźnie zauważamy adresata, „witam” przelatuje nad jego głową.

W emotikonach podoba mi się to, że są one w większości pozytywne. Zwykle wyrażają dobry humor, a nawet jeśli są trochę skrzywione, to apelują do pewnych empatycznych sfer.

… jeżeli chcę, żeby coś było do śmiechu, to powinienem to tak sformułować, żeby to było oczywiste i bez uśmiechniętej buźki na końcu. A jeżeli chcę coś powiedzieć ironicznie, to powinna to być ironia czytelna, żeby nie była konieczna buźka z wywalonym jęzorem.

Nie mamy już klasycznego pisma, tylko tzw. teksting, czyli pismo plus coś: plus cyfra, plus obrazek.

Więc pisze się thx jako dziękuję, btw jako nawiasem mówiąc, imo jako moim zdaniem, wtf jako – co to jest, do cholery (powiedzmy)… a jeśli chodzi o język polski, to na pewno jest mz – moim zdaniem.

… zauważyłeś pewnie, jak często „panie redaktorze” mówią politycy z niższej półki. Zapytani o coś wiedzą, że już muszą zacząć odpowiadać, a jeszcze nie bardzo wiedzą co. I mówią: „Panie redaktorze…

Na pierwszych zajęciach mówię do moich studentów: „państwo widzą”, „państwo słyszą”. Ale potem, na seminarium, już: „państwo wiecie”, „państwo słyszycie”.

„Familiada”, „Milionerzy”… Przecież to jest kretynizm: pierwszy i ostatni raz się w życiu widzą, a Urbański do osiemdziesięciolatka mówi: „Zbyszku!”.

Przypomnę tu aforyzm Milana Kundery, który napisał, że świat, w którym wszyscy są na ty, nie jest światem powszechnej przyjaźni, tylko powszechnego lekceważenia.

Słyszałem kiedyś, jak ktoś zadał pytanie: „Czy pani się rozwodzi?”. A ona odpowiedziała: „Dokładnie”.

Ja muszę powiedzieć, że… … jak musisz, to powiedz! To jest kolejna moda: „Ja muszę powiedzieć”.

Gdy ekspedientka w sklepie mówi: „w czym mogę pomóc?”, czuję się jak staruszek, który wymaga pomocy!

„Miłego ranka” byłoby zabawne, bo by separowało: znaczyłoby, że tylko ranek masz mieć miły, a potem już radź sobie sam.

W moim idiolekcie (języku osobniczym) w ogóle tego nie ma.

„Pierdolić” ma trzy warstwy historyczne. Najpierw znaczyło „puszczać bąki”, potem „ględzić, opowiadać głupoty”, a w końcu to, co znaczy dziś.

Jest taki ładny moment w Szwejku, kiedy dzielny wojak mówi, że jest wiele słów, za których użycie nie ponosi się kary. „Gdybym ja na przykład pana nazwał orchideą – mówi – to żadnej kary by za to nie było”. Oczywiście, że najważniejsza jest intencja!

Znany warszawski reżyser namawiany jest do tego, żeby się przeprowadził do Wrocławia. „Tu jeszcze gruzy, ruiny i zgliszcza, kiedy ta Warszawa stanie na nogi? Więc przyjedź do Wrocławia!”. Lecą argumenty socjologiczne. „Nie, nie, ja Warszawie będę wierny do końca życia”. Pada więc inny argument: „Słuchaj, Wrocław to miasto zieleni, parków…”. A on na to: „A co ja, k… , mszyca jestem?”.

W wulgaryzacji współczesnej polszczyzny najbardziej mnie irytuje nie ekspresyjne użycie wulgaryzmów, ale używanie ich jako przecinków, całkowicie bez emocji. Tak, znaczeniowo te słowa są całkowicie neutralne, choć wulgarne. „Wiesz, wstałem rano, zjadłem śniadanie” – nic się więcej nie wydarzyło, a piętnaście „kurw” padło!

… jeśli nazwisko brzmi tak samo jak rzeczownik pospolity, powinno się je odmieniać właśnie jak ten rzeczownik,

Albo Willy Brandt. Bardzo często było – Willy Brandta, chociaż mogłoby być Willy’ego Brandta. A więc traktujemy imię i nazwisko jako całość i odmieniamy jedynie zakończenie.

…jeżeli kobieta Polka wyszła za mąż za Polaka za granicą i tam wpisano jej w dokumenty nazwisko Wiśniewski, to ona jest Wiśniewski. Może nazwisko zmienić na Wiśniewska, jeśli chce, ale dopóki tego nie zrobi, nazywa się Wiśniewski…

One się w uprzejmości zagalopowały do tego stopnia, że powiedziały: „Panie profesorze, moczyk proszę na półeczkę, a wyniczki będą o wpół do drugiej”. I były!

Bardzo mądrze o tym pisała Agnieszka Osiecka w swojej książce „Szpetni czterdziestoletni”. Ona już wtedy zauważała, że z jednej strony są Kasie Czartoryskie, Basie Sapieżanki i Małgosie Potockie, a z drugiej Patrycje Pipki i Darie Kwiczoł.

Jeśli w domu po jakimś zamieszaniu nagle się wszystko uspokaja, mam ochotę powiedzieć: jest leżajsk, jest dobrze.

… pod wpływem propagandy, reklamy, wszelkiego rodzaju pi-aru i wizerunkowości myślimy o języku coraz bardziej jako o narzędziu nakłaniania, skutecznej perswazji, a nie komunikacji.

To nie znaczy, że reklama ludzi nie denerwuje. Zwłaszcza fizjologia. Wzdęcia, papiery toaletowe, siadanie na sedesie…

… odrzuciła kiedyś reklamę, w której o jakimś produkcie mówi się, że jest to „miękki członek rodziny”. Zmienili na „miękki przyjaciel rodziny”. To jak „przyjaciel dziecięcej pupy”. Od razu jest skojarzenie pedofilskie.

Widziałem, jak ulica zareagowała cudownie na hasło reklamowe Aleksandra Kwaśniewskiego, który reklamował się hasłem: „Dom wszystkich – Polska”. Otóż ktoś przerobił na plakacie „pe” na „ka” i wyszło: „Dom wszystkich – Kolska”. A jak wiadomo, na Kolskiej w Warszawie jest izba wytrzeźwień.

Dziś każda książka to bestseller, byle piosenka to jest hit, byle plakat to arcydzieło. To się nazywa hiperbolizacja, czyli używanie wyrazów o bardzo dodatnim znaczeniu. A jej natężenie świadczy o znacznie podniesionej temperaturze języka. Język ma gorączkę. Ze wszystkim przesadzamy. Nie można już się czymś interesować, nie można mieć zainteresowań, tylko pasję trzeba mieć. Nie możemy się czymś niepokoić, tylko od razu nas to bulwersuje.

I znów to dziecko dziennikarskie napisze: „Przy każdym zarządzie regionu powstawały think tanki”. Kto tak wtedy powiedział?! To były komitety doradców.

… w niektórych restauracjach w jadłospisie na początku znajdują się startery, a nie zakąski. To jest snobizm.

Przy nowych terminach niemal natychmiast pojawiały się czasowniki: blog – blogować, skan – skanować, Twitter – tweetować. Esemesować, mejlować, googlować, czatować…

Gdy ktoś w latach 80. powiedział: „Kupiłem sobie kompiuter”, ktoś inny odparł: „A co, miózg ci nie wystarcza?”.

Pamiętam, jak pewien młody człowiek powiedział mi, że ma za sobą sześć projektów. Pytam: „I co, żaden nie wyszedł?”. A on na to: „Przeciwnie, wszystkie zrealizowałem”!

Kiedy ktoś powie „właśnie”, to słyszę: sam o tym myślałem, ale tego nie powiedziałem. Kiedy ktoś powie „jasne”, to myślę sobie: powiedziałem banał. Kiedy słyszę „w istocie”, to jest to, owszem, przyznanie mi racji, ale troszkę trąci myszką. Za to „dokładnie” jest pełną akceptacją.

Zawsze podkreślamy: nieważne, czy jakieś słowo lub struktura to germanizm albo rusycyzm – ważne, czy jest to uzasadnione, czy nie.

Mój ojciec, nauczyciel, wiejski chłopak, zawsze mówił: „Synu, ja się całe życie starałem podciągać”. Natomiast pewien stary wrocławski profesor powiedział mi: „Dlaczego my wszyscy tak bardzo dziś równamy w dół?”. I tak to dzisiaj jest, że kiedyś ludzie się podciągali, a dzisiaj tak zwane elity równają w dół… .

Menele zagadują: „panie prezesie”.

Mój przyjaciel, bardzo ciemnoskóry, zapytał, czy można na niego mówić „Murzyn”. Odpowiedziałem: wiesz, jesteś Murzynem, więc słowo „Murzyn” pasuje do ciebie jak najbardziej. Obraził się na mnie.

Przecież nie powiesz „Baron romski” czy „Graj, piękny Romie”.

Chodzi mi o to, że toleruje się np. słowo „ocyganić” w znaczeniu „oszukać”, a nie toleruje się słowa „pożydzić”, czyli „poskąpić”.

… przeciwstawienie takich peerelowskich „ciot” nowoczesnym „gejom”. Ciota jest przegięta, przaśna, a geje są wymuskani, jak z kolorowych magazynów.

Powiedzcie więc, czy akceptujecie samą ideę, którą określa termin „poprawność polityczna”? Przypomnę, że idea jest taka: mów tak, żeby ten, do kogo mówisz, nie czuł się poniżony ani obrażony.

… imiesłowami przymiotnikowymi problem był taki: „nieznany” czy „nie znany”? Gdy nieznany w ogóle – to łącznie, gdy nie znany mnie – to oddzielnie. Ja zawsze żartowałem: nieżyjący stale – to łącznie, nie żyjący chwilowo – to oddzielnie…

Bo od tego, czy powiesz o TAktyce czy o takTYce, może poniekąd zależeć twój zawodowy los. Jeśli na takim czy innym castingu trafisz na kogoś, kto na stronę językową zwraca uwagę, przegrasz z tym, który mówi mateMAtyka, jeśli ty mówisz matemaTYka.

…pani profesor, która zniecierpliwiona popularnym błędem powiedziała: nie mówi się „w cudzysłowiu”, bo nie mówi się „w dupiu”.

Ale jak w takim razie zdefiniować funkcję magiczną? Wiara w to, że samo słowo pociąga za sobą rzecz. Powiem „wilk” i zaraz przyjdzie wilk. Dlatego mówi się: „nie wywołuj wilka z lasu”. I dlatego nikt nie zapyta lekarza: „Panie doktorze, czy to rak?”, tylko: „Panie doktorze: czy to TO?”. A lekarz nie powie: „Zaraz pan umrze”, tylko: „Trzeba się spodziewać najgorszego”. I tak sobie eufemizujemy, obawiając się, że akurat „to najgorsze” spowodujemy.

A ja chcę zwrócić uwagę na fascynującą wielofunkcyjność słowa „tylko”, którego użyłeś. „Tylko” w zdaniu „Kocham tylko ciebie” jest przysłówkiem… Miodek Bralczyk Tylko przysłówkiem. W zdaniu „Przyjdę do ciebie, tylko się najpierw ogolę” – „tylko” będzie spójnikiem. A w zdaniu „Przyjdę do ciebie, gdy tylko się ogolę” – będzie jakąś wzmacniającą partykułą.I to piękne jest. I to jest piękne!

Czesi, jak chcą parodiować język polski, to mówią: „szyszli myszli, kam sme przyszli”.

Pewna matka zwróciła mi przed laty uwagę, że kiedy zapytała syna: „Dlaczego nie odrobiłeś lekcji?”, to syn jej odpowiedział – i było to wyraźnie zdanie twierdzące, to znaczy bez znaku zapytania, ale brzmiało ono jak pytanie: „Bo nie miałem czasu?”.

w polszczyźnie mówionej mamy prawo budować niezwykle długie szeregi zdań dzielonych akustycznym odpowiednikiem średnika. Miodek Bralczyk Średnik jest znakiem średniej mocy.

A jeżeli za językiem nie idzie też jakaś atrakcyjność i moc języka – gospodarcza, polityczna czy kulturalna – to się go rozpowszechnić nie uda. Oczywiście strukturalnie język esperanto jest bardzo fajny i przemyślany…

U różowej studzienki

Muzeum w Poznaniu się otworzyło, więc poszedłem popatrzeć na starych znajomych. Na obrazach mnóstwo miejsc, które teraz są nieosiągalne: Normandia, Kazimierz, Wawel, Mazowsze, a nawet ryneczek Lidla i drabina, bo od satyra też można coś podłapać. Pozostaje różowa studzienka.:

Pochmurno i dżdż, więc tylko rutyna nad jeziorem.:

Magdalena Grochowska „Wytrąceni z milczenia”

Magdalena Grochowska „Wytrąceni z milczenia”:

Ks. Adam Boniecki
Cytaty:

Mówi w wywiadach i artykułach: potrzeba w Kościele więcej „przyjaciół Boga”, mniej funkcjonariuszy. Pyta: Czy można pisać krytycznie o papieżu? Oczywiście, można. Krytyczna ocena jest losem publicznych osób i urzędów. Mówi: Mamy dobrą informację od Pana Jezusa, że na Sądzie Ostatecznym nie będziemy sądzeni z chodzenia do kościoła, tylko z miłosierdzia.

Księża stanowią klan… Mieli mu za złe tę krytykę. Uważali, że od krytyki są władze kościelne. Adam wytknął wady Kościoła, ale za odważnie zabrał głos.

[…] Ponieważ góruje inteligencją nad większością członków Zgromadzenia, to oczywiście nie jest lubiany”.

Jeśli chcesz się podobać wszystkim, zapisz się do orkiestry dętej.

„Instytucja Kościoła może znaleźć się daleko od tych wybrzeży, na których toczy się życie ludzkie. Rzeka zmienia koryto, a instytucja może zostać tam, gdzie nie ma nikogo”.

… uważałem, że Kościół oparty na katolicyzmie ludowym nie wytrzyma uderzenia od strony intelektualnej, że trzeba go też budować na rozumie. Coś zresztą z moich obaw się sprawdziło. Bastiony oparte na popularnej religijności jednak się kruszą lub wyrastają na nich postawy radiomaryjne. Takie, w których nie ma miejsca na dyskurs intelektualny, a dominują przywiązanie, emocje i lęki.

Napisał po latach: „Stanąć przed człowiekiem wściekle samotnym, uśmiechnąć się słodko i powiedzieć: Myślisz, że jesteś samotny? Ależ skąd, przyszedł do ciebie Pan Jezus. Potem włożyć na głowę kapelusz i spokojnie iść do domu…”.

Doświadczenie dość szczególne: po blisko pięćdziesięciu latach odpowiedzialnej i samodzielnej pracy w mediach, Kościół administracyjnym nakazem zamyka mi usta, bo jestem niewygodny, niepoprawny (nie zarzucono mi błędów doktrynalnych). To smutne, że tak się działa w imieniu Ewangelii.

Kościół legalistyczny, fundamentalistyczny, tradycyjny, prawicowy, Kościół nieźle funkcjonujący, ale taki, w którym czasem trudno dostrzec Ewangelię, zdaje się być opcją preferencyjną w Polsce. Nie przypuszczam, by papież Franciszek zdołał wiele zmienić.

Kręta ścieżką poprzez las

Szreniawa. Mauzoleum Birnbaumów ledwie widać spoza listowia (a tu jeszcze legendarna tragedia). Mrówki przy robocie. Żeby u nas ludzie budowali w tym tempie…:

Na jałowym biegu. Kolejny „Żbik”.:

Cinkciarz nosi tu nazwę „konik dolarowy”. Taksówkarz odwozi rannego milicjanta na pogotowie i oczywiście nie chce nic za kurs – wiadomo, że milicjanta każdy chętnie podwiezie. Oficer MO: „Trwają poszukiwania za volvo…”

Zuzanna Łapicka „Dodaj do znajomych”

Zuzanna Łapicka „Dodaj do znajomych”:

Aktorski świat PRL-u. Rodzina, krewni, znajomi. Anegdoty, anegdoty… Wszystko to się urywa na III RP. Teraz bez porównania więcej celebrytów, ale oni nawet nie wiedzą, co im się przydarzyło. A jeszcze zapamiętać? Zapisać?
Cytaty:

Zuzanna Łapicka „Dodaj do znajomych”

Sens genialnego zdania Głowy – „Na emigracji traci się wszystko oprócz akcentu” – coraz bardziej do nas docierał. Nic nas nie

„Mickiewicz recytował, Chopin improwizował, nuda jak zwykle” – jak pisał Norwid w listach do przyjaciół.

Kiedy po wojnie sądzono aktorkę Arletty za sypianie z Niemcami podczas okupacji, zwłaszcza z pewnym porucznikiem Luftwaffe, spokojnie odpowiedziała: – „Trzeba było ich nie wpuszczać”, a mowę obronną zakończyła patetycznym zdaniem: – „Moje serce należy do Francji, ale moja dupa jest międzynarodowa”.

Najgorsze, że czyściec jest jeszcze za życia.

Głosem Daniela śpiewał: – „Żono, moja żono, gdzie jest moja whisky, rozpaczy jam bliski”, bo nie było tajemnicą, że chowałam przed mężem butelki whisky.

Na swoim grobie kazał napisać: „Umarł Hanuszkiewicz, nudno będzie w teatrze”.

… chyba na miesiąc przed śmiercią, i powiedział: – „Życie, jako forma spędzania czasu, przestało mnie interesować”.

Ojciec, i Jeremi wystartowali w 1947 roku w konkursie na lektora Polskiej Kroniki Filmowej. Wygrał, na swoje wielkie nieszczęście, mój Ojciec i to go zgubiło. A Jeremi, który niebacznie zapisał się wtedy do partii, uciekł w sferę absurdu i świata nierealnego. Bo mógł żyć wyłącznie w świecie zupełnie nieprzystawalnym do „coraz bardziej nas otaczającej rzeczywistości”, że zacytuję mojego Ojca chrzestnego, Rudzkiego, którego lubił z kolei cytować Młynarski.

Zresztą pragmatyczne zdanie – „A kto ci na starość poda szklankę herbaty?” doprowadzało Agnieszkę do szału: – „Męczyć się całe życie z jakimś facetem, żeby podał ci na starość herbatę! A co to, termosów nie ma?”.

Agnieszka wpadała zawsze, gdy napisała nowy tekst, wiedząc, że w kaloszach w szafie ukrywam przed Danielem jakąś buteleczkę, którą ją poczęstuję.

… Łomnickim, który grając Artura Ui, mówił po spektaklu: – „Zazdroszczę widowni, że mnie w tym ogląda”.

… Janusza Minkiewicza, który po powrocie nad ranem ze SPATiF-u włączał odkurzacz. Jego kojący hałas odcinał Minia od dźwięków budzącego się dnia.

Panie się lubiły. Pierwsza żona łatwiej zaprzyjaźnia się z trzecią, a druga z czwartą, bo nie przeszkadza im zazdrość.

Mieczem, którym Dygat całe życie wojował, była krytyka innych, czy to prywatna, czy zawodowa. I od tego miecza zginął. Dostał zawału po kolaudacji filmu Ewy Kruk „Palace Hotel” (1977) opartego na jego opowiadaniu „Dworzec w Monachium”. Film poddano okrutnej, tendencyjnej krytyce, w której przodował partyjny nacjonalista Bohdan Poręba. Dygata dobiło jednak to, że żaden z jego przyjaciół obecnych na kolaudacji nie stanął w jego obronie. Wrócił do domu na Żoliborzu, Kalina akurat gdzieś wyjechała, i umarł w ulubionym fotelu, w otoczeniu ukochanych zwierząt, które liżąc go, pragnęły przywrócić go do życia.

Krysia Janda. Co prawda ona nie uważa się za piękną, choć ma urodę, jakby nie urodziła się w Starachowicach, tylko na szwedzkim dworze królewskim. Nie chcę obrażać Starachowic, zwłaszcza że to miasto jest dumne z Krysi. Na domu, w którym się urodziła, chciano umieścić tablicę upamiętniającą to wydarzenie.

Na moje pytanie, czy nie szkoda jej życia na walkę w sądzie, czy nie lepiej to olać, odpowiedziała: – „Daj spokój, wygrałam i przekazałam całą sumę na cele charytatywne”. Wątpliwości ogarnęły mnie tylko w jednym momencie, kiedy w korytarzu sądu otworzyły się drzwi i urzędniczka głośno odczytała: – „Kolejna rozprawa: Anna Romantowska versus Pomponik”.

W jednej ze scen „Wszystko na sprzedaż” Daniel ma przypięty do skórzanej kurtki plastikowy badge z napisem „I’m a genius”. Dlatego na planie Wajda zwracał się do niego per „Gieniu”.

Wajda powtarzał, że jemu wszystko jedno, gdzie jedzie, byle był leżak i książka. Upodobania miał proste – najchętniej jadał rosół i schabowego z kapustą. Popijał wódeczkę, ale nie przesadnie. Pamiętam go w połowie lat osiemdziesiątych u nas na Górnośląskiej, po „Wieczerniku” Ernesta Brylla, który zrobił w kościele na Żytniej. Ponieważ Krysia nie pozwalała mu pić, bo to szkodziło mu na serce, wlewał w siebie kieliszki tyłem do niej, w ogóle nie odchylając głowy, tak żeby tego nie zauważyła, i co parę minut mówił, znacznie wolniej niż zwykle, do otaczających go młodych aktorów: – „Zrobiłem taki film »Pokolenie«”… A mnie tłumaczył, że da radę wrócić samochodem, bo stąd na Żoliborz ma tylko dwa skręty w lewo.

Pamiętam tylko, że Ojciec miał zagrać w „Nożu w wodzie” (1961) to, co ostatecznie zagrał Leon Niemczyk, więc Polańskiego przez chwilę chwalił. Ale jak nie zagrał, to znów mówił o „tych skurwysynach z Łódzkiej Szkoły Filmowej”.

/Gruza/ Na jednym z festiwali w Sopocie postawił obok Lucjana Kydryńskiego seksowną blondynkę, swoją ówczesną narzeczoną Grażynkę, która nie odezwała się ani słowem podczas całego wieczoru. Lucjan tłumaczył zdumionej widowni, że to stażystka, która się uczy, gdyż za rok poprowadzi cały festiwal. Nie wszyscy zrozumieli ten żart, protestowała nawet Liga Kobiet.

Jak odpowiada Jerzy Gruza na pytanie o największe marzenie: – „Umrzeć w żeńskim akademiku”.

Jeździliśmy razem na wakacje, najpierw do Karwi, gdzie Daniel zabierał swego syna Rafała. Daniel uwielbiał powtarzać żarcik – „Z Karwi syn wrócił”, wymawiając to „Skarwisyn wrócił”, co po dziesięciu latach lekko mnie irytowało.

Pamiętam, jak popijały z moją Mamą wódkę w deszczowy wieczór w Chałupach. Do pokoju, w którym stało wiadro i miednica, wszedł nagle Wuj Staś i dyskretnie zapytał: – „Elżuniu, który ręcznik jest do rąk?”. Na co rozbawiona Ciocia odparła: – „Wszystkie są do dupy”. Spłoszony Wuj szybko opuścił obie panie.