Andriej Rublow

 

Anatolij Sołonicyn jako Andriej Rublow. Oczy cofnięte w głąb, czarna broda, twarz o wyrazie ascezy. Trudno zapomnieć.

O malowaniu jako takim jest niewiele. Raczej czasy i artysta.

Nie wygląda to na tzw. monografię artysty. Czyli opowieść o tym, jak doszło do namalowania tego czy innego sławnego obrazu. Film pokazuje raczej świat duchowy, epokę, w której kształtował się Rublow.
Obrazy osobne. Próba wzlotu balonem (rodzaj prototypu) zakończona atakiem wieśniaków i bolesnym upadkiem eksperymentatora.
1400. Trzej wędrowni malarze ikon zatrzymują się w przydrożnej gospodzie, gdzie dokazuje miejscowy wesołek. „Bóg dał nam popa, a diabeł błazna.”
W rosyjskim pejzażu, zimą, Jezus niosący krzyż wraz z całym orszakiem. Niewielu zwraca na to uwagę.

Pejzaż: dal, roztopy, deszcz, błoto.

„Kto przysparza wiedzy, przysparza cierpienia.”

Rublow nie jest tylko rzemieślnikiem od ikon. Jest artystą o własnym światopoglądzie, przemyśleniach. Film pokazuje, że artysta to także, a właściwie przede wszystkim, coś, co można by nazwać świadomością.
Podczas zabawy z dzieckiem recytuje Hymn o miłości z Listu do Koryntian.

W części drugiej – najazdy tatarskie (sprzymierzeni z jednym z książąt ruskich). Rublow chce porzucić malowanie po tym, jak spalili mu ikonostas. Nabiera przekonania, że jego sztuka nie jest nikomu potrzebna. I wówczas z zaświatów odwiedza go mistrz, który tłumaczy, że sensem jego sztuki jest właśnie malowanie na nowo po każdym kataklizmie.

– Cierpi miła Ruś. Co przyniesie jej to cierpienie? Powiedz, długo jeszcze tak będzie?
– Nie wiem. Może zawsze?

Finałowa sekwencja – budowa wielkiego dzwonu. Na koniec film czarno-biały zmienia się w barwny. Oglądamy freski Rublowa do wtóru patetycznych chórów. Cała wzniosłość, której w fabule nie było zupełnie.
A te freski wyglądają tak (by przywołać najbardziej znany):

Andriej Rublow, reż. Andriej Tarkowski, 1966 filmweb

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *