Miesięczne archiwum: wrzesień 2021

Marina, marina, marina…

Po Chorwacji tam i z powrotem. Odległości duże (dzisiaj co najmniej 1000 km), autostrady kręte. Wysoko w górach dmucha, samochód przestawia po szosie. Ale – co robić? Najpierw poranek na balkonie. Na horyzoncie te niepokojące góry.:

Pula, w niej rzymski amfiteatr.:

Kilkaset kilometrów dalej – Zadar, gdzie bawiliśmy dwa lata temu. Odszukaliśmy (z pewnym trudem, bo sporo tu budują) odludną plażę w wioseczce Privlaka, tu uliczkę Matije Gupca. Odwoziłem tu co rano Dorotę, aby się smażyła, wracałem po usmażoną wieczorem.:

Wieczorem kolacja w Zadarze. Dorota zaordynowała kalmary, ja makaron. Bo jestem normalny.:

Odsłuchane w samochodzie. Agata Ch. „Zło, które żyje pod słońcem”:

Po raz drugi, ale co to szkodzi?

Stara koka, dobra juha

Chorwacja. Zagrzeb. Tramwaj uliczny wyciągnął nas na Górne Miasto (całkiem jak na Gubałówce), tam obejrzeliśmy sobie całość + detale.:

Rijeka (nad Adriatykiem). Najpierw hotelik pod miastem, potem zostawiamy samochód w parkingu przy swojsko brzmiącej ulicy, w końcu kolacja w porcie. Dorota owoce morza, a ja pizzę (bo ja jestem normalny).: