Miesięczne archiwum: styczeń 2020

Eko

Dzień powinien się zaczynać albo kończyć nad jeziorem. Pośrodku też nie musi byc nic innego.:

Na uczelni stwierdziłem nowy model sukni. Z wykorzystaniem surowców wtórnych. Zanim trawa podrośnie widuje się tego sporo na obrzeżach miasta.:

Jeszcze sobota. Wrocław. Galeria przy Placu Strzegomskim (plus kawiarenka i widok z tarasu) nie zawodzą jak zwykle.:

To, co najpiękniejsze…

Wrocław. W Pawilonie Czterech Kopuł (muzeum sztuki współczesnej) obiekt poświęcony Bruno Schulzowi.:

I wieczorem w Teatrze Polskim na scenie także jego proza (tylko na to były bilety – wiadomo). Sama proza wymamrotana pod nosem, zresztą nie było jej tak wiele. Za to inscenizacja iście musicalowa. Cóż, dyrekcja dała zarobić wielu artystom i tzw. ludziom teatru.:

Ale w Pawilonie przede wszystkim wielka monograficzna wystawa malarza śląskiego Michaela Willmana, którzy działał przy opactwie cysterskim w Lubiążu. Kiedyś byliśmy. Teraz stoi puste, filmy czasem kręcą. To ja też pyknąłem filmik z pokazu. Ostrzegają, że nie dla autyków i chorych na padaczkę. Uawałem, że nic mi nie dolega, wszedłem…:

Skutkiem Willmanna mniej miejsca było już na sztukę współczesną, ale przecież najcenniejze rzeczy się zachowały.:

Szelesty, kiksy…

Na jeziorach trzciny sobie trzciny sobie spokojnie szeleszczą…:

W poznańskiej TV. Jak zwykle za późno, żeby coś poprawić. Na przykład to, że Oscary są nie za miesiąc, jak powiedziałem, lecz za tydzień z hakiem. Za miesiąć to one były, kiedy ten program nagrywałem, niestety…:

W Dwójce przed filmem ciut lepiej. Ale pewnie też – do czasu…: