Miesięczne archiwum: czerwiec 2015

Wielkopolska = płasko

Dzisiaj było po płaskim. Nieźle szło tu.:

p1

I tu.:

p2

Nawet tu.:

p3

Próbowałem i tu, ale się nie dało. Jeszcze nie.:

p4

Z liryki wakacyjnej w podręczniku dla dzieci:
Leżę na łące.
Nikogo nie ma. Ja i słońce.

Ciszą nabrzmiała i wezbrana
Napływa myśl:
– To pachnie siano.

Na zapach siana jeszcze za wcześnie, ale to u Wierzyńskiego.

W Poznaniu w tzw. grę miejską dla młodzieży włączono „historię najstarszego w Polsce Cudu Eucharystycznego”. Miało do niego dojść w piwnicy kościółka przy ul. Żydowskiej. Przechodzę tamtędy idąc do TVN-u  czy Polsatu. Żydzi mieli w XIV wieku wykraść tam hostię i ją sprofanować. A ona się broniła. O czym zaświadcza fresk nad ołtarzem. Jeszcze była tabliczka z prośbą o „zniszczenie złośliwego narodu”, ale ją zdjęli. A teraz młodzież mogłaby sobie przypomnieć tę ważką historię. A tu – afera. Też coś! W Sandomierzu, w głównym kościele miasta, tyle czasu wisiały ogromne obrazy przedstawiające żydowskie mordy rytualne na niemowlętach chrześcijańskich (sam widziałem). Zrobił się szum i zniknęły jak zdmuchnięte. Czy ktoś coś widział?! Tak się to załatwia w moich stronach.

Red. Andrzej Niczyperowicz (Głos Wielkopolski): „Profesor W. na egzaminie z meteorologii: – Wie pan co, ja w tym momencie czuje się jak sejmowa komisja śledcza. Zadałem panu pytanie, pan mi odpowiedział, a ja teraz nie rozumiem własnego pytania…”

Dorota kupiła jeszcze w marcu, w antykwariacie w Krynkach (Podlasie) książkę Henryka i Danuty Dębskich „Obiady na każdy dzień” z roku 1987. Prawie 900 stron.:

p5

Ci państwo prowadzili w latach 80. we Wrocławiu „pogotowie kulinarne”. Można było zadzwonić i poradzić się, co ugotować na obiad. Cóż, w połowie lat 80. możliwości nie było zbyt wiele. Więc i pole możliwości też – siłą rzeczy – skromne. Ale od czego nazewnictwo? Niby zwykła kartoflanka, ale w książce nazywa się „Gascogne”. Jest pomidorowa, ale za to „po wersalsku”. Jest jarzynowa „ a la Pompadour”. Są ziemniaki „Douphine”, są „a la Radziwiłł”, sa „a la Villeroi”, „Mousseline” itd. Mój Boże, poczułem się jak pan Jourdain z Moliera. Całe lata 80- te wsuwałem ziemniaki „po wersalsku” i nic o tym nie wiedziałem.

El Mansiero

Bebo Valdés „El Mansiero” (2015). Kubański pianista (od 1960 roku w Stanach) gra z zespołem kubańskie „raryties”. Więc samby, rumby, w których pobrzmiewa „buona vista” i tęsknota za ojczyzną. Taki latynoski dancing dla emerytów. Ale nieinwazyjny.:

p6

Blue Devils

Barb Jungr & Michael Parker “Blue Devils” (2015, po remasteringu krążka z 1987). Niby pani i pan w jazzowych duetach wokalnych, ale mieści się tu wszystko – od bluesa po country. Trafi się song kabaretowy. Nieoczywista muzyka z rozmaitych półek. Wokal niewielki, ale dobrze przygotowany.:

p7

Dzikie historie / Relatos salvajes

 

Film ze stajni Almodovara.
Cztery historie o samonakręcającej się przemocy w codziennych sytuacjach.
Dwaj kierowcy na pustej szosie w Argentynie. Dobijają się wzajemnie i giną spleceni w płomieniach. Policja sugeruje samobójstwo z miłości.
Panna młoda w trakcie fantastycznego wesela odkrywa, że numer jej narzeczonego, pod który ten wydzwaniał, należy nie do nauczyciela gry na gitarze, lecz do pewnej cizi. W dodatku zaproszonej na wesele. Zaczyna się pandemonium.
Dużo mięsa obyczajowego. Nareszcie film, który toczy się „gdzieś” i ma „jakichś” bohaterów.

Dzikie historie / Relatos salvajes, reż. Damian Szifron 2014 filmweb

Pusto

W pogodzie niż skandynawski. Zdjęcie z wczoraj, bo dzisiaj od rana zajęcia „ostatnie z ostatnich”.:

c1

Czytam Głos Wielkopolski: „Zawód motorniczego: >>W naszej pracy wskazana jest abstynencja i odporna psychika<<”.
To zupełnie jak w mojej. Bo na przykład w pracy Doroty (bibliotekarka) to tylko mocna psychika.

Po czym poznać, że nadchodzi lato? W Fakcie duży materiał o dalszych losach czterech pancernych, a w Wyborczej o treserze Szarika.

Internet: „Zakończyły się Dni Jarosławia 2015”. Dla mnie dni Jarosławia nigdy się nie kończą.

Koniec odsłuchiwania powieści Umberto Eco „Temat na pierwszą stronę”.:

c2

Trochę to niepotrzebnie pomieszane, ale w gruncie rzeczy chodzi o to, jak się redaguje pokupne pismo bulwarowe. Sztuczki, tricki, tematy. Ludzie lubią być zabawiani. „Dlaczego głowa jest u góry a dupa na dole? Bo inaczej trudno byłoby zaprojektować łazienkę”. A jeszcze bardziej lubią być okłamywani. A gazety nie są po to, by publikować ważne informacje, lecz po to, by je zatajać. Pierwsze słyszę!

Graffiti z Poznania.:

c3

Pytanie, czy wyobraźnia ma ręce. W każdym razie w Poznaniu znacznie łatwiej o pustostany niż o wyobraźnię.

Yozoranotrumpet

Chihiro Yamazaki + Route14band „Yozoranotrumpet” (2015). Chihiro to piękna młoda Japonka, która gra na trąbce z zespołem. W Japonii ponoć szał. Jej styl określają jako „Tokyo brass”. I dodają, że to mieszanka rocka, funky, fusion, klasyki „i innych stylów”. Słusznie. Na płycie najpierw jest „Il silencio”, które słyszymy na pogrzebach – tu w wersji rockandrollowej. A na koniec ta sama „Cisza” w wersji nostalgicznej. Tylko w Japonii to potrafią!:

c4

Niebo w kałuży

Zlało mnie dziś serdecznie. Wiedziałem, że tak będzie, ale ileż można wytrzymać w tym fotelu?:

s1

Niedawno (LINK) gratulowałem zdolnemu fotografowi, który piękno poznańskiej starówki zobaczył w kałuży. Spodobało mi się. Powtórzyłem ten numer w Zielonej Górze przy śmietniku. Cóż, każdemu odbija się to, co ma w duszy…:

s2

Z Zielonej – kolejny Bachus. Tym razem ze ściany.:

s3

W Świebodzinie kibole pamiętają, że i tu wystartowało powstanie wielkopolskie. Ale większość ludności była niemiecka i Schwiebus taki pozostał. Powstanie nie przyniosło pożądanego skutku, ale u nas to norma.:

s4

W Poznaniu trwa walka o to, by koziołki na ratuszu trykały się częściej niż tylko w południe. Poszkodowane są dzieci, „które swój pobyt w Poznaniu muszą dostosować do koziołków. Efekt jest taki, że większość ma identyczny program – przedpołudnie na Ostrowie Tumskim, o 12. koziołki, a później wizyta w Rogalowym Muzeum Poznania i wszędzie jest tłok, a w innych godzinach pustki” – czytam w Internecie.
Ale dzieci to pół biedy „Inny problem to fakt, że Poznań odwiedza wielu turystów biznesowych, którzy nie mają szans obejrzenia koziołków w południe, bo na Starym Rynku pojawiają się wieczorem. Przez to wyjeżdżają z Poznania w przekonaniu, że nie ma tu nic ciekawego”.
Zgadzam się w całej rozciągłości. Jak biznesmen przyjedzie do Poznania, to przede wszystkim marzy o zobaczeniu koziołków. A jak ich nie zobaczy, to słusznie uważa, że nic tu takiego nie ma. Ewentualnie z rozpaczy późnie do pobliskiego klubu go-go albo chlapnąć coś w jednym ze stu pobliskich klubów. Przecież biznesmen nie jest idiotą, żeby zwiedzać jakąś katedrę.

Ta moda trwa już od pewnego czasu. Kampanie, zloty, pielgrzymki muszą mieć swoje hasło. Trafione hasło to podstawa. Radio M. zorganizowało pielgrzymkę dzieci na Jasną Górę. Hasło: „Nawracajcie się i wierzcie w ewangelię”. Jakże trafne. Wiadomo, że dzieci to zatwardziali grzesznicy i pierwsze co, to powinny się gruntownie nawrócić.

Czytam, że  w Bazylice Ojców Bernardynów w Leżajsku startuje 24. Międzynarodowy Festiwal Muzyki Organowej i Kameralnej. Organy w Leżajsku rzeczywiście są zjawiskowe. A do tego słynna leżajska publiczność… Niedawno tuż obok klasztoru widniała ogromna reklama: „Jest Leżajsk, jest dobrze!”

W imieniu diabła

 

Wychowanica, nowicjuszka u zakonnic opętana? Niejasne.
Zakłada gorset.
Choroby – „zły duch atakuje”.
Na ulicach miasteczka zakonnice i żołnierze. Ten polski kult munduru…
Jedna zakonnica do drugiej: „Miłego dnia”. Całkiem jak przedstawiciele handlowi.
Matka przełożona wyrządza więcej zła niż zastęp diabłów.

Inny wpis o filmie – LINK

W imieniu diabła, reż. Barbara Sass 2011 filmweb

Wiecznaja pamjat gierojam

W tygodniku Przegląd o drugim szeregu polskiego kryminału.:

w1

Jeszcze z trasy. Internet huczy, że związek Lipnickiej i Portera nieodwołalnie się „wypalił”, a w Zielonej Górze całkiem aktualne afisze. Show must go on?:

w2

Kawałek dalej obelisk upamiętniający tzw. wydarzenia zielonogórskie z roku 1960 czyli walki z milicją o „dom katolicki”. Obelisk nie nosi inskrypcji, symboli itd., które upamiętniałyby bojowników. Ma tylko dziurkę wielkości dwuzłotówki. Czegoś tak wyrafinowanego dawno nie spotkałem.:

w3

W Zielonej Bachus żeliwny.:

w4

I Bachus z krwi i kości.:

w5

W okolicy pełna oferta kulturalna.:

w6

w7

W Wolsztynie bardzo starannie utrzymany cmentarz wyzwolicieli z 1945. Żaden nagrobek nie pomazany czerwoną farbą. Może dlatego, że tuż obok komenda policji? :

w8

Na cokole mołojec dogina hitlerowską wronę.:

w9

Wokół reliefy. Jest i nasz „Rudy”.:

w10

Ileż ja się w życiu przypisów naredagowałem! Ale w Kargowej po raz pierwszy spotkałem przypis w formie tablicy marmurowej. Bo na tej wyższej z 1959 roku pomylono imię lokalnego bohatera. Kiedy je wreszcie ustalono, nie zmieniono na starej tablicy, lecz wmurowano korektę. Ot, co znaczy prawdziwy redaktor!:

w11

Artykuł na Fronda.pl zaczyna się od słów: „Pawłowicz genialnie…” Nie czytam dalej. Nie muszę. Znam Frondę, znam panią Pawłowicz.

Vibe Alive!

Camelle Hinds “Vibe Alive!” (Digitally Remastered, 2015). Z gatunku to raczej R&B czy „electronic”, więc sporo rytmu i kołysania, ale bez nachalnej młocarni. Przeciwnie – klawisze i trąbki wysubtelniaja nastrój czyniąc z płyty nader pożądaną muzę z gatunku „towarzyszących”.:

w12