Miesięczne archiwum: kwiecień 2014

Jak woda z nieszczelnego kranu

Literalnie nic – poza stukaniem w klawiaturę. I, jak zwykle, końca nie widać.

Nic lepiej nie odda monotonii upływającego czasu niż wycięty na chybił-trafił fragment felietonu mojego ulubionego banalisty, ks. infułata Skubisia, naczelnego „Niedzieli”:

„W Niedzielę Palmową młodość wychodzi naprzeciw Chrystusowi, rzuca palmy pod Jego stopy, wołając: „Hosanna!”, i cieszy się Bożym słowem, Bożą siejbą – ziarnem Ewangelii rzucanym tak pieczołowicie w glebę ludzkich serc. Obecnie tak wiele tego ziarna jest marnowane przez różnorodne oddziaływanie medialne, które zachwaszcza umysły i serca młodych, sieje zamęt w duszach, prowadzi na manowce. Dlatego wszystko, co czyni Kościół, także propozycja „Niedzieli” w postaci „Niedzieli Młodych”, oraz najpiękniejsze idee, które przyświecają takim młodym ludziom, jak wspomniane harcerki czy młodzież skupiona wokół wielu ruchów i stowarzyszeń katolickich – nie mogą być zaprzepaszczone. Jest to bowiem ziarno rzucane przez Boga samego, słowo Jezusa Chrystusa – Zbawiciela świata. Radosna Nowina o zbawieniu. Czyż może być coś wspanialszego niż ukazanie człowiekowi Bożej idei zbawczej? To idea wybawienia od grzechu, idea służby wartościom, odnalezienia prawdziwego skarbu. Człowiek, który go odnajduje, czuje się odnowiony, spełniony, nie zniszczy swojego życia i dostąpi zbawienia wiecznego. Można mieć przeróżne cele w życiu, wielkie osiągnięcia, ogromne fortuny i majątki, ale to wszystko może prowadzić do przepaści. Są inne dobra – dobra duchowe, które mają wymiar wieczny – one nie butwieją, nie zniszczy ich robak ani rdza i zawsze będą nadawać sens i stanowić o rozwoju zarówno pojedynczego człowieka, jak i całej ludzkości.”

Sprawa ks. abp. Hosera- rozmawiał z parafianami z Jasienicy, do mediów nie wyszedł, kościoła nie otworzy, rezurekcja będzie na zewnątrz. Internet: „Na Wielkanoc robi sobie jaja.”

Podejrzana uprzejmość

Arcybiskup Hoser nareszcie kazał zamknąć kościół w Jasienicy (ten od ks. Lemańskiego) tłumacząc to obawą przed „sprofanowaniem liturgii”. Internet odpowiada, jak zwykle „Misiem”:  „Zamykanie kościoła aby nie profanować liturgii to jest bardzo dobra koncepcja….
Czy konie mnie słyszą….???”

Dziś przed „Biedronką” milicyjny radiowóz, który spisuje jakiegoś obszarpańca. Parkuję blisko i słyszę o co poszło. Obszarpaniec podchodził do klientów i pytał uprzejmie: „- Czy pan może na zakupy?” z reguły słyszał: „- Tak. A bo co?” „- Nic, wobec tego zapraszam bardzo”. I obszarpaniec wskazywał drzwi. Ktoś go podpieprzył i został pouczony przez funkcjonariuszy, by nie przesadzał z uprzejmością w miejscu publicznym. To się zawsze wydaje podejrzane.

W mojej skrzynce na listy dwa interesujące druki. Przyjąłem je z radością i ulgą. Pierwszy to ulotka Świadków, która pociesza mnie tytułem bijącym z pierwszej stronicy: „Kres wszelkich cierpień już bliski.” A druga zaprasza do siedziby firmy: „Centrum Nagrobków Granitowych, ul. Dąbrowskiego…”

Zające – do szeregu

W markecie na 14 kas pracują tylko trzy (w ramach oszczędności w tygodniu przedświątecznym). Przede mną pewien pan kupuje 25 zajęcy w czekoladzie. Jest problem, bo jedne są w czekoladzie czarnej, a inne w białej. Każdy rodzaj ma inną cenę. Więc pan ustawił zające w szeregu i pani kasjerka żmudnie sprawdza każdego zająca. Trwa to chwilę. Klient zapłacił za zające przeszło 200 złotych, ale – widać – warto było.

W spamowym komunikacie, który uparcie powraca, czytam zaproszenie: „Sprawdź, jak poprawiłem swoją pamięć czterokrotnie.” A może ja nie chcę aż tyle pamiętać? Zwłaszcza ze swojego życia?

Dziś przed południem w Poznaniu – grad. Tak tłukł o szyby i blaszane parapety, że az musiałem przerwać zajęcia na uczelni, bo nie było mnie słychać. A i studenci też byli bardziej zainteresowani łoskotem gradu niż tym, co ja miałem do powiedzenia. Tak bardzo to się znowu nie dziwię…

W mediach mnóstwo o nadchodzącej kanonizacji. Ale tylko i wyłącznie naszego papieża. Nikt się nawet nie zająknie, że kanonizowany będzie też ten drugi. Ten, którzy otworzył Kościół na świat współczesny i rozpoczął – bagatela! – Sobór Watykański II. An zmienił Kościół nie do poznania. Ale – z drugiej strony – kiedy to było?

Słowa ojca prowadzącego

Na Stadionie Narodowym niebawem rekolekcje, które prowadzić będzie cudotwórca z Afryki (zmarłych przywraca do życia), ks. Boshobora. Zgłosiło się o wiele więcej chętnych niż na koncert Madonny na tej samej scenie. Internet: „Jezus lepszy od Madonny? Ważne że wszystko zostaje w rodzinie.”

Pijani kierowcy… Ostatnio policjanci zatrzymali pijanego kierowcę, który wiózł arcybiskupa katowickiego na uroczystą mszę.

W Radiu M. –  „Czas życzeń i pozdrowień”. Dodzwoniła się starsza pani i całej ceremonii z serii: „Czy już jestem na antenie?” Czyta płomienny, widać że długo komponowany tekst, w którym pozdrawia całe rzesze „przewielebnych kapłanów”. Ciągnie się to. Ksiądz Rydzyk, przerywa pytaniem, kto i skąd dzwoni? Pani widocznie go nie słyszy w swojej słuchawce (wiek?), nie odpowiada, tylko kontynuuje o tych kolejnych przewielebnych. Wreszcie ksiądz widząc, że się nie dogada, wciął się jej w tekst słowami. „- Dobra tam…” Powiedział to w takiej tonacji i znaczeniu, w jakim młodzież mówi: „Nie p……l!” Słuchaczka się rozłączyła. Ostatecznie od nawijania o przewielebnych jest tutaj on.

Kiedy przyjechali do mnie ostatnio koledzy z Polsat News, nagrywaliśmy w wielkim pospiechu. Śpieszyli się do Gniezna, bo tam, w psychiatryku, przetrzymywany był mężczyzna, którego znaleziono na poznańskim  dworcu. Nie był w stanie powiedzieć, jak się nazywa. Pamiętał tylko, że pracuje przy remontach, nie je mięsa i jest bardzo religijny. Teraz informacja, że dzięki telewizji rozpoznano jego tożsamość. Pomyślałem: a gdyby tak mnie ktoś zdzielił po łbie, jakie trzy rzeczy byłbym w stanie powiedzieć policji o sobie? Toż to temat na rekolekcje o księdza Boshobory!
Internet hojnie podzielił się przypuszczeniami, co do tożsamości odnalezionego z amnezją:
„Ja go znam… to agent Jason Bourn’e. „
„To Janukowycz.”
„Przecież to Jozin z bazin jest.”
„A mnie się wydaje, że to Antoś Macierewicz po imprezie lub doświadczeniach myślowych.”
„Tajemniczy?! Tajemniczy to jest glut na firance.”

Co niesie dzień

Nic. Podwiozłem Dorotę do galerii Malta. Czyli przesiadłem się z jednego fotela na inny. Obejrzenie i opisanie „Jańcia Wodnika” zajęło mi pięć godzin. To jest jedna setna, w stosunku do tego, do czego się zobowiązałem. No, ale jak my będziemy pracować w tym tempie, to daleko nie zajedziemy… Poniżej do poczytania:

„Jańcio Wodnik”

Mesjasz na motocyklu
Nawet Wybraniec Boży może wpaść w sidła pychy. Ale Pan wskaże mu jego właściwe miejsce. Tyle, że będzie bolało.

Czytaj dalej…

Obama – na kolana!

Odebrałem Dorotę z galerii Malta (promocje!!!). Nawet parkingu nie zdążyłem pstryknąć. Pupsko boli od tego wysiadywania. Niestety, na stojąco pisać się nie da.

Prezes Kaczyński nawiedził Wielkopolskę. Tak nawiasem: ten czasownik „nawiedził” stosuje się, zauważyłem, zasadniczo w dwóch sytuacjach: „huragan nawiedził” i „ojciec święty nawiedził”.
Dał się sfotografować z krówkami i świnkami. Przypomniało mi się. Jak Wielkopolskę nawiedził słynny krzewiciel kukurydzy Nikita Chruszczow, też stanął przed obiektywem w towarzystwie warchlaków. Zdjęcie w gazecie podpisano: „Tow. Chruszczow, pierwszy z prawej.” Co się potem działo?!

Na prawicowym portalu Polityce.pl obszerny tekst pt. „Czas na operę o Lechu Kaczyńskim.”

Wokół gender przycichło. Może dlatego, że pani prof. Pawłowicz wprowadziła tematyczny płodozmian? Na jednym ze spotkań: „ – Zło importujemy także ze Stanów Zjednoczonych, którymi rządzi >>lewacki Murzyn islamista<<. – Ale przecież on jest wybrany przez obywateli – odzywa się głos z sali. – To muzułmanin, który ma w duszy zło. Co z tego, że naród go wybrał? Ale nie Polski. – ripostuje.” No tak, jak Obamy nie wybrał na prezydenta naród polski, to on nie ma żadnej legitymacji do rządzenia w Stanach. To oczywiste.

W tramwaju. Kanar wyhaczył dwóch młodzieńców podpitych na wesoło, za to bez biletów. Wypisuje mandat, ale niepewną ręką, bo tramwaj szarpie. „- Ty, nie pij tyle, bo ci się ręce trzęsą!” – krzyczy pijaczek do kontrolera. Cały tramwaj solidarnie – w śmiech.

„32-latek z blisko 8,6 promilami w organizmie leżał przy wejściu do jednej z bram w centrum Wrocławia. Znaleźli go funkcjonariusze straży miejskiej i przewieźli na izbę wytrzeźwień. Badanie alkomatem ich zaskoczyło, a mężczyzna został natychmiast przewieziony do szpitala na oddział zatruć. Trzeźwieje. Przypomnijmy, że według ekspertów śmiertelna dawka dla człowieka wynosi około 4 promili” – podaje taki ekspert na portalu internetowym. I jak tu wierzyć medycynie?

Ksiądz Małkowski odprawiał egzorcyzmy przed Pałacem Prezydenckim i już senator Libicki z PO ogłasza, że „należałoby zrobić porządek z księdzem Małkowskim.” Pomijam już stylistykę, bo co to w Polsce znaczy: „zrobić z kimś porządek”? Polszczyzna stawia senatorowi bardzo silny opór.
Ale jest kwestia fundamentalna: dlaczego niby ksiądz Małkowski nie miałby się pojawiać w najmniej oczekiwanych okolicznościach i dokonywać egzorcyzmów? W imię czego? Jest zebranie kółka filatelistycznego – wpada ksiądz Małkowski i dawaj egzorcyzmować. Morsy kąpią się w styczniu w Bałtyku – dawaj z kropidłem. Orkiestra strażacka zebrała się w remizie na próbę – jest i ksiądz Małkowski! Dlaczego nasze nieskończenie smutne życie odzierać z odrobiny zaskoczenia, świeżości, uroku?

Apage!

Ów ksiądz Małkowski, któremu tak brutalnie przerwano kazanie nie tak dawno w Poznaniu, teraz podczas obchodów czwartej rocznicy odprawił uroczyste egzorcyzmy przed Pałacem Prezydenckim. Uważam to za akt absolutnie konieczny – egzorcyzmy gdzie tylko się da i kiedy się da – ale odrobinę chybiony. Bo ksiądz Małkowski tłumaczy, iż „bardzo wielu ludzi jest opętanych” (pełna zgoda), ale żeby stosunkowo najwięcej było ich w tłumie świętującym rocznicę smoleńską…? To co powiedzieć o publiczności na koncercie Ozzy’ego Osbourne’a?

Polsat News z pytaniem o Bollywood, bo mają coś kręcić w Warszawie. Niech kręcą! Przewidywana widownia filmu to 100 milionów. U nas absolutne hity zbierają najwyżej – 10.

Oblatywacz

 

Właśnie 86 lat skończył Jerzy Matuszkiewicz. Parę lat temu siedziałem na estradce w klubie jazzowym na Mazowieckiej, gdzie on – rześki staruszek – cały wieczór dmuchał w saksofon. A tu jeszcze Jerzy Gruza wspomina, że Matuszkiewicz rozgląda się wokół ze słowami: „-Zaczyna być nie mieć, co robić.” A zrobił i „Stawkę…”, i „Przygody psa Cywila”, i Czterdziestolatka”, i „Janosika”, „Podróż za jeden uśmiech” i mnóstwo drobiazgu. No, to te saksofony i trąbki ze „Stawki”.