Miesięczne archiwum: Listopad 2013

Toccata

 

Ludwik Pak jako knajpiany głupek. Na swoim miejscu. Za okupacji pracował przy gestapo. Wywoził trupy i w głowie mu się pomieszało.

Pak (Ramoń)  uratował restauratorowi życie podczas okupacji, a ten za to zobowiązał się podawać mu piwo i setę każdego dnia. Teraz (cztery lata po wojnie) wycofuje się.

Młodzi małżonkowie: Pola Raksa i Janusz Gajos. On, podporucznik, wezwany do śledztwa w noc poślubną. Norma.

Z serii: ślady wiodą w przeszłość. Porachunki okupacyjne. Oczywiście teza, że podziemie powojenne i niedobitki gestapo to była jedna ręka.

Toccata, reż. Ireneusz Kanicki, 1971
Scenariusz Maciej Z. Borowicz, autor kryminalny.

Okresowa zbieranina cd.

  • Jeden tam tylko jest porządny człowiek: prokurator; ale i ten, prawdę mówiąc, świnia. (N. Gogol)
  • Każda sowa głupia w dzień. (A. Fredro)
  • Kupą tu, waszmościowie, kupą! (H. Sienkiewicz)
  • Zawodowcy są przewidywalni. Strzeż się amatorów.
  • W razie wątpliwości – opróżnij magazynek.
  • Po wyciągnięciu zawleczki granat przestaje być twoim przyjacielem.
  • Nigdy nie kłóć się z głupcem – ludzie mogą nie dostrzec różnicy.
  • Bardzo dużo można zauważyć, gdy się patrzy.
  • Poziom alkoholu powyżej 0,5 promila zapewnia doraźną nieśmiertelność.
  • – Przychodzę w pokoju. – Odejdź w kawałkach. (Dolph Lundgren)

Kielce on my mind…

Ja to jestem polonista za 5 złotych. Wczoraj napisałem: „zwisający z góry mikrofon”. Pewnie – mógł przecież zwisać z dołu.

Zaniepokojona stacja Eskarock pyta, co to będzie, bo podobno Żmijewski wynosi się z serialu o księdzu Mateuszu.
Ja dwa słowa. Ma te swoje kapłańskie obowiązki, ale bez przesady. Głównie liturgia, a i to nieczęsto. Katechezy (upierdliwe!) prawie wcale. Brewiarz? Nigdy! Głownie jeździ na rowerze (kto w Polsce widział księdza w sutannie i na rowerze? Poza tym żyje w normalnej, wielopokoleniowej rodzinie. Jest gderliwa żona (umownie: gospodyni), jest babcia, jest synek. Zwykłe domowe kłopoty. I co tydzień drobna zagadka kryminalna. On przy tym taktowny, uprzejmy, zadbany (nawet łysinka na czubku głowy się w oczy nie rzuca). Ksiądz-mąż-ojciec-ideał. Jak można wierzący naród pozbawiać tak świetlanej postaci?
Nawiasem: tych parę uliczek starego Sandomierza, które w serialu pokazują w kółko, ma się tak do całokształtu tego miasta, jak Capri do Katowic. No i Sandomierz to miasto pobożnych kapłanów, a jednocześnie stolica polskiej zbrodni. W sumie: sami swoi.

Łódź, sklepik na rogu. Oferta last minute.

W głównym kościele Kielc epitafium ku czci „Wojciecha Bartoszewskiego, Inspektora Domu Kary i Poprawy”. I tak ma być! A nie w kółko: rycerze, bojownicy, poeci, prałaci. Mogliby pójść krok dalej i wmurować tam serce Inspektora. A nie tylko: Chopin, Piłsudski, Kaczyński…

Proszę, niby skromny optyk z Kielc, a stać go, by jego usługi reklamował sam Beatles z wadą wzroku.

Papieże na popiersiach i pomnikach dzielą się na podobnych, niepodobnych (przed bazyliką w Kalwarii Zebrzydowskiej stoi żenujący konus) i tego sprzed kościoła w Żarnowcu.

Okresowa zbieranina:

  • Nie ma niewinnych. Są tylko źle przesłuchani.
  • Jej fryzura rozlała się jak brylantyna na poduszce Elvisa.
  • Idźta przez zboże. We wsi Moskal stoi. (O. Lipińska)
  • Gdy odwalę kitę, to będzie gites. (Jaromir Nohawica)
  • Jeśli coś jest głupie, ale działa, to nie jest głupie.
  • Elegancka kobieta idąc z wizytą zostawia zmartwienia w domu. (Jan Kamyczek)
  • Gdy człowiek rozumny zacznie mówić jakieś zdanie, nie domyślamy się, jak skończy. Gdy zacznie głupi – wiemy na pewno. (A. Słonimski)

 

Brydż

 

Towar ekstra: premiera w Nowy Rok 1971.

Rzecz kręci się wokół machlojek w przedsiębiorstwie, za co idzie się siedzieć na 15 lat. Czyli znacząca przerwa w karierze.

Brydżyk w mieszkaniu docenta. Mieszkanko skromne – mało powiedziane. Dziś w squotach mieszkają wygodniej. Docent miał się powiesić na karniszu, ale jaki docent (ustabilizowany, stosunkowo majętny) się wiesza?

Dmochowski, Pietruski, Radwan, Rachwalska…

Dramatyczne pytanie oficera śledczego: „Dlaczego nie skończyli trzeciego robra?”

Klient kupuje zapałki u szatniarza i zaraz potrząsa paczką, czy grzechocze. Przecież mógł mu wcisnąć pustą…

Zbrodniarz uderza ofiarę złożoną w rulon gazetą. Stary kawał. „-Czym oskarżony uderzył ofiarę? – Gazetą. – A co w niej było? – Nie czytałem…”

Bez przerwy: „Wracaj natychmiast z powrotem!”

Dozorca kamienicy – jak należy – w waciaku.

Brydż, reż. Henryk Drygalski, 1971

W Krakowie na Brackiej pada…

Znowu niewdzięczny los rzucił w Polskę.
Łódź, sobota, dochodzi 10.00. Przed gigantycznym centrum handlowym „Manufaktura” tłum młodych kobiet wysiada z tramwajów i śpieszy w kierunku zabudowań. Przyłapuję się, że gdzieś już to widziałem. Ależ tak! „Ziemia obiecana” Wajdy zaczyna się od sceny, kiedy to o bladym świcie nad Łodzią wyją syreny i tłumy robotników znikają w bramach manufaktur. W sumie – niewiele się zmieniło od czasów Reymonta.

Ojców. „Maczuga Herkulesa” upodabnia się coraz bardziej. Ostatnio zakazano przyprowadzania tam wycieczek szkolnych.

W Krakowie pada. I zaraz kłótnia: kto winien, że parasole zostały w hotelu (w Kielcach!). Ale oto nagle parasol odnajduje się w Muzeum Narodowym (Tadeusz Kantor, Amballage V, 1967).


Wreszcie na krakowskim Rynku – ja. Jak zwykle rozdarty między potrzebami ciała i ducha.

Alicja prowadzi śledztwo

http://www.youtube.com/watch?v=DvyT_38Gvpk

 

Komedia kryminalna. Komedia charakterów i aktorów charakterystycznych. Kwiatkowska, Gołas, Śmiałowski (ginie w siódmej minucie, zmartwychwstaje w 40-tej), Kowalska, Dziewoński (inspektor)…

Kwiatkowska jako trzpiotowata telefonistka w paryskiej kancelarii adwokackiej. Mecenasa mordują, zwłoki znikają. Śledztwo prowadzi inspektor, jej kolega z lat dziecięcych. Kwiatkowska nazywa go zdrobniale „Duduś”.

Urocze. Kamera co chwila gubi ostrość. Czasem łapie zwisający z góry mikrofon.

Ciągle kwestia drzwi, które są niepotrzebnie zamknięte lub otwarte, co przesądza o całej intrydze.

Alicja prowadzi śledztwo, reż. Edward Dziewoński, 1970 

Charles Bukowski raz jeszcze

Byłem bezradny. Czułem w pobliżu śmierć. Ale moje życie wcale nie przeleciało mi przed oczami. Tylko jakiś głos w mojej głowie powiedział: „Na prawym tylnym kole przydałaby się nowa opona…”

Siedziałem i wsłuchiwałem się w deszcz. Gdybym umarł, nikt nie uroniłby łzy. Nie żeby mi zależało na płaczu. Ale to aż dziwne, do jakiego stopnia można być samotnym. Cały świat jest pełen takich samotnych starych pierdołów jak ja. Siedzą i słuchają deszczu, zastanawiając się, gdzie się wszystko podziało. Człowiek wie, że jest stary, gdy zaczyna się zastanawiać, gdzie się wszystko podziało.

Wyciągnąłem z szuflady półlitrówkę. Najwyższa pora na drugie śniadanie.

Kopnąłem go w dupę i wyszedłem na Bulwar Zachodzącego Słońca.

Absynt absolutnie!

Dzwonią z portalu „Na temat” z pytaniem o Smarzowskiego w kontekście jego nowego filmu  „Pod mocnym aniołem” o polskim alkoholizmie (slogan reklamowy: „Urwie się wam film – w kinach”). I kwestia: czy Smarzowski w tych swoich filmach nie za bardzo przyczernia rzeczywistość. Czy to nie są paszkwile? Mówię, ze jak najbardziej przyczernia, ale taka jego uroda. Bo to nie Zanussi i nie rozważania w trybie: „atoli”, „zaiste”, jednakowoż”. Kazać mu cieniować niuanse? To już lepiej ciachnąć mu genitalia.

W poczcie oferta, o której się przebąkiwało, a która ciągle pozostawała w sferze SF. „21 listopada w ramach oferty księgarni internetowej Prószyński i S-ka pojawiła się nowa usługa Druk na Żądanie.  Dzięki tej usłudze Klienci mogą zamawiać tytuły, których nakład już dawno się wyczerpał, a o które bardzo często pytali, m. in. „Polskę Piastów” Pawła Jasienicy (…).  Oferta obejmuje zarówno literaturę piękną, jak i popularnonaukową,  i będzie poszerzana z miesiąca na miesiąc.  Klient, który zamówi Druk na Żądanie, otrzyma pełnowartościową książkę w miękkiej kolorowej okładce. Czas oczekiwania na realizację zamówienia to zaledwie 7 dni”.

Z lektur podróżnych.
Gazeta Krakowska” przypomina, że do łask wrócił absynt. Ogmie wzięcie miał na przełomie XIX i XX wieku. Zażywali go Picasso i Degas. Van Gogh też. I podobno wiele mu – w sensie malarskim zawdzięczali. Pisali o nim Baudelaire i Hemingway. Zielonawy, zawierała piołun, ałun i anyż. Pito go z lodowatą wodą. Podobno nieźle rył beret. Do 1915 zakazano go większości państw europejskich i USA. Jako, że przynosił skutki typu narkotycznego. Ten obecny jest mocny, ale nie zawiera już narkotycznych przymieszek. Dla artystów więc bez wartości, ale dla prostego człowieka…

Rocznice. W listopadzie 1923 roku utworzono w Krakowie dwie tanie kuchnie dla inteligencji. Wydawały dziennie po 1300 obiadów, w tym część darmowych. Ciekawe, czy dzisiaj tanie kuchnie dla inteligencji by się przyjęły?