Miesięczne archiwum: wrzesień 2013

Kapucyn padł

Lubartów. („Poproszę panią zamiejscową, Lubartów czydzieści czy…”) Kościół ojców kapucynów, w nim ambona. Z głębi ambony wystaje ręka okutana habitem. W niej wzniesiony wysoko krucyfiks. A przecież na zdrowy rozum, to na ambonie powinien stać pełny kapucyn z krzyżem w dłoni. A wygląda, że z niewiadomych przyczyn  runął w głąb ambony i ostatnim wysiłkiem podniósł te rękę z krzyżem ponad krawędź.
O co tu chodzi?
Moja interpretacja: „Ojciec kapucyn padł”!

Zapraszamy do nierządu

 

Jaka okazja?
Otóż Radio Maryja gwałtownie poszerza target. W związku z tym nadaje nie tylko Czerwone Gitary – „Takie piosenki to sobie możecie w Trójce puszczać” – mawiał do niedawna ojciec założyciel. Znalazła się i Anna Jantar (pamiętamy, że tylko katastrofa samolotu uchroniła ją przed rozwodem z Kukulskim, którego zresztą od lat zdradzała). W dodatku śpiewa o „cygańskiej wróżbie” (z „Bruneta wieczorową porą”), a wróżbiarstwo jest grzechem.
Ale zatkało mnie gdy usłyszałem dziś piosenkę Sławy Przybylskiej „Pamiętasz, była jesień…” (film „Pożegnania” J.W. Hasa).
Otóż piosenka ta opowiada o parce uprawiającej pozamałżeńską miłość w przygodnym hoteliku. „Mały hotel >>Pod różami<<, pokój numer osiem…” W dodatku stary, obleśny portier dając im klucz uśmiecha się porozumiewawczo.
Piosenka ma dokładnie tyle lat, co ja. A przecież pamiętam, jaka awantura wybuchła, gdy radio po raz pierwszy puściło piosenkę. Gazety się zagotowały. Publicyści natychmiast wytknęli autorom, że jest to oczywista propaganda tzw. kuplerstwa, czyli ułatwianie nierządu dla osiągnięcia korzyści materialnej. A nawet bez takiej korzyści! Spory felieton napisał o tym KTT. I proszę – Radio Maryja okazuje się bardziej liberalne w kwestii seksu od komuchów. Czy świat nie stanął na głowie?

Sława Przybylska „Pamiętasz, była jesień…”

Kino się nam nie klei

Od dwóch-trzech sezonów kręcimy po dziesięć całkiem niezłych filmów. Ale jednocześnie kręcimy drugie tyle filmów beznadziejnych. Z tym, że na te dobre przychodzi garstka fanów, a na te debilne walą miliony.

Tegoroczna czternastka, zaprezentowana w Gdyni,  budzi szacunek. Nie było tu słabych ogniw i na swoje Lwy każdy twórca zasłużył. Choć trudno oprzeć się wrażeniu, że nasze kino działa metodą interwencyjną. Twórcy rozglądają się w terenie, kto jest akurat mocno przez życie pokrzywdzony. Biorą takiego, oglądają i na kanwie jego historii dają scenariusz. W tym roku zasada została utrzymana. Ot, przyjęło się uważać, że w naszym społeczeństwie wegetują w warunkach opresji jacyś „obcy”. Etatowo były to osoby, które nagle dowiadywały się o swoim żydowskim pochodzeniu, przez co świat walił im się na głowę. A poza tym: kalecy, alkoholicy, bezrobotni itd. W tym sezonie rolę „obcej” pełni Bronisława Wajs-Papusza z całkiem udanego filmu państwa Krauze. Maja oni, trzeba przyznać, rękę do takich różnych, odwirowanych na margines społeczeństwa. I tym razem pokazali sugestywnie ten zamknięty, cygański świat, w którym z kobietą można zrobić wszystko. A my słyszeli śmy tylko o Don Wasylu i „wozach kolorowych”. Ten film zwyczajnie się poetce – i nam – należał. Ale skoro mowa o tych „obcych”. Twórcy skierowali obiektywy na bardzo modnych w tym sezonie „wyobcowanych” – na homoseksualistów. I dostaliśmy filmy „W imię” oraz „Płynące wieżowce”. Podejrzewam, że jak pani reżyser Szumowska brała na warsztat sprawę księdza, który stwierdza u siebie pociąg homo, to liczyła na skandal. Ale żeby nie przedobrzyć, nie pojechała po bandzie. Dała za to historię kameralną, gdzie ewentualny kontakt homoerotyczny został zastąpiony ukradkowym spojrzeniem, dyskretnym gestem itd. Wszystko w klimatach, chciałoby się powiedzieć, iwaszkiewiczowskich. A skandalu nie było, bo film został nakręcony na Benedykta XVI, ale premierę ma za Franciszka. A to ciut odmienna epoka.

Czytaj dalej…

To dla kochasia, który odszedł w siną dal

Stareńka piosenka, nagrodzona swego czasu w Opolu. Zrobiła się o tę nagrodę awantura. Bo w piosence tatuś na „kochasia” przygotował spluwę. Nielegalne użycie broni! A kto w PRL-u miał broń? Wojsko i milicja. Więc, że piosenka jest przeciw tym instancjom. O myśliwych jakoś nikt nie pomyślał.

To dla kochasia, który odszedł w siną dal.
Bogusław Choiński, Jan Gałkowski muz. Jerzy Matuszkiewicz
Cembrzyńska / Łazuka

Lotna Brygada / The Sweeney

 

Tytuł to nazwa brytyjskiej “policji szturmowej”. Działa coś tak jak Brudny Harry. Szefowie napominają, aby „działali według zasad”. Oni: „Zasady kończą się, gdy ktoś ci przystawia lufę do głowy”. Kwadratura koła.

Powód do rozwodu. „Facet nie rozśmieszył mnie od dwóch lat”.

„Niewiedza nie zabija”. A wiedza?

„Trzeba faceta odcedzić…”

Policjantka do swego szefa (starszego): „- Jesteś podekscytowany. – To przez twoje cycki. – Nie sterczą tak jak twój brzuch”.

Niby tacy doświadczeni, a do lasu na obserwację wybierają się białą nyską. A jaki kolor najbardziej wybija się w lesie? Biały! Było oglądać „Trzy kolory” Kieślowskiego.

Funkcjonariusz opowiada, jak to by się dobrał do koleżanki z pracy. W tłumaczeniu: „Szarpałbym ją, jak Reksio szynkę”.

Facet zamawia: „Dla mnie szproty. Te rybki ze smutnymi minami…”

Facet w pośpiesznej sytuacji próbuje rozpiąć dziewczynie zamek błyskawiczny i strasznie się z tym szarpie. Ona: „Prędzej ci opadnie”. On: „Ręce mi już opadają”.

Facet do kobiety: „Przy tobie czuję się głodny…”

Policjant stuka w środku nocy do kolegi. „Kto tam”? „Papież. A kogo się spodziewałeś”?

„Wyglądasz jak strzęp…”

Jak trudno jest śledzić pościg drogą lewostronną. Prawostronny się gubi od razu…

Lotna Brygada / The Sweeney, reż. Nick Love, 2012 logo Filmweb

Jak Fogg

Czytam, że Jerzy Połomski świętuje 80-te urodziny. Wiosną tego roku chcieliśmy z Dorotą pójść na jego recital, ale Dorota zadzwoniła i okazało się, że bilety dawno wykupione. Facet ma 80-tkę i ciągle ma komplety. Jak Fogg. Takie komplety miewał, kiedy koncertował w ZSRR i w Mongolii.
Teraz różne witryny internetowe dają miksy jego przebojów. Z reguły otwiera je piosenka ze słowami (zdaje się Kochanowskiego): „Daj czegoć nie ubędzie, byś najwięcej dała…”

W Poznaniu na starówce żydowskie święto szałasów, czyli Sukkot. Na pamiątkę wędrówki Żydów z Egiptu do ziemi obiecanej. I postawili szałas, turyści przychodzą i fotografują się. Mnie przypomina się fraza biblijna „A Pan szedł przed nimi w obłoku ognistym na okazanie drogi…”

Po wizycie na Festiwalu Smaków czytam nazwy potraw. „Syty Jasiek na sałatce”; „Poduszeczki z serem korycińskim”; „Jabłka w sakwie”; „Myszki świętego Marcina”; „Królewski raj”; „Pierożki nadziewane suską sechlońską w polewie ze skarmelizowanej śmietany”; „Muffinki marchwiowe”; „Bursztynowy ser na musie truskawkowym”; „Warkocze z polędwiczek”.
Ja się wywodzę z epoki półek z octem. Od tamtych czasów kulinarnie nie rozwinąłem się wcale. Dla mnie to wszystko to jakaś baśniowa kraina.

Człowiek z celuloidu

Na fali dyskusji o „Wałęsie” i Wajdzie przypomniało mi się, że parę lat temu napisałem o nim we „Wprost”. Wtedy do redakcji napłynął list protestacyjny grupy artystów, którzy protestowali przeciwko tonowi tekstu i ocenie samego reżysera. Zapodaję go więc raz jeszcze.

Człowiek z celuloidu

Komuna nie zdołała zniszczyć Andrzeja Wajdy, ale on sam siebie – jak najbardziej

Andrzeja Wajdę stworzyła PRL. I Wajda skończył się razem z PRL. Tu znalazł idealne miejsce: władzy tłumaczył, czego chce społeczeństwo, a społeczeństwu, jak niedobra jest władza. W III RP mógł już powiedzieć wszystko wszystkim. I wtedy z dnia na dzień stracił głos. I tak już zostało do dziś.

Czytaj dalej…