Lady In Red

Publiczna i TVN. Komentujemy rezultaty Festiwalu w Gdyni. Jak by było co. Dwa najważniejsze filmy – „Smoleńsk” i „Wołyń” były praktycznie poza konkursem.:

p1

I powrót do haniebnej egzystencji klepacza w klawiaturę. Na osłodę wspomnienia. Tatry, gdy wracaliśmy na noc.:

p2

Atma Szymanowskiego (Zakopane). Bardzo interesujące zwiedzanie. Ledwo weszliśmy, pani zaprowadziła nas do specjalnej salki, gdzie pokazała nam film. Na filmie pan przewodnik oprowadza wycieczkę po tejże Atmie. No to już się potem nie chciało oglądać tego w realu, tak pięknie przedstawiono rzecz całą na filmie.:

p3

Krupówki, muzeum figur woskowych. Czarne charaktery.:

p4

p5

p6

Pęksowe Brzyzko. Marusarzowie.:

p7

Nieopodal dom, w którym „żył i tworzył” J. I. Kraszewski. On dużo tworzył, więc i dużo bywał. Teraz to nawet zjadłby tanio.:

p8

Wadowice jako takie:

p9

Wadowice. Transparent na kamienicy, gdzie ma biuro poseł PiS-u. Łatwiej odpowiedzieć, co to takie IWW niż kto jest dziś w Polsce lewicą.:

p10

W „Karczmie” przy rynku zamówiłem pizzę „fatimską”, choć wolałbym się dorwać do koryta.:

p11
Oświęcim, rynek, rzeźba współczesna. Wypisz wymaluj „Lady In Red”.:

p12
No to jeszcze Hasior i na dziś wspomnienia mamy z głowy.:

p13
Odsłuchane w samochodzie. G. Simenon „Maigret i starsza pani”. Francuska prowincja z lat 50. Świat, którego od dawna nie ma. Burżuje, utracjusze, mieszczanie, rybacy. No i tacy, którzy zabiją, byle nikt nie odebrał im bezpiecznej i względnie sytej egzystencji.:

p14

Radio Merkury, poniedziałek 26 września 2016

Mili Państwo,

dziś Światowy Dzień Całowania Dziewczyn. Dziewczęta uprasza się o niezakłócanie uroczystych obchodów. Dziś także Światowy Dzień Antykoncepcji. Zgodzą się państwo zapewne, że umieszczanie tych dwóch świąt jednego dnia nie świadczy o zbyt rozwiniętej wyobraźni.

Z kwiatami do Justyny. Do Justyny tęsknił nasz wybitny poeta epoki oświecenia, Franciszek Karpiński, co wyraził lirycznie:
Już słowik w sadzie zaczął swe pieśni,
Gaj mu się cały odzywa.
Kłócą powietrze ptaszkowie leśni;
A mój mi ptaszek nie śpiewa!
Ten ptaszek, który nie śpiewa, to właśnie chwilowo nieobecna Justyna, a nie to, co państwo myślą. Ale Justyna obecna jest też w poezji współczesnej, i to awangardowej. Oto dowód:
Bukiet kwiatów dla Justyny
W takim dniu jak imieniny
Jest to rzecz obowiązkowa
Niech nas w sercu swoim chowa.

A teraz usposabiamy się historycznie. Szeleścimy pożółkłymi gazetami poznańskimi sprzed przeszło stu lat. Ogłoszenia w sprawie pracy. „Pierwszego sprzedawacza, który równocześnie musi być doskonałem dekoratorem, władającego biegle językiem polskim i niemieckim, poszukuje się do składu eleganckich towarów modnych. Polak ma pierwszeństwo”.
„Administrator – żonaty, obeznany jak najdoskonalej z wszelkiemi gałęziami gospodarstwa postępowego, szuka posady od 1 lipca 1900. Na ostatniej posadzie 10 lat”.
„Poszukuje się natychmiast młodego człowieka w wieku 20-24 lat do podróżowania. Tenże nie potrzebował jeszcze podróżować, musi jednakże znać język polski, umieć się obchodzić z klientelą i być przyzwoitem. Dotychczasowa czynność nie ma znaczenia. Oferty z fotografią”.

I reklama prasowa z tej samej epoki.
Garnitury do młócenia z lokomobilami opalanemi węglem! z fabryki Ransomens, Sims & Jefferies Ltd. lub z lokomobilami palanymi spirytusem. Absolutnie czysty wymłot, beznaganne czyszczenie,  mało zużywające węgla. Polecają bracia Lesser, Poznań.

Patenty na wynalazki wyjednywa inżynier K. Ossowski, Biuro Patentowe Poznań-Berlin

H. Cegielski, Towarzystwo Akcyjne w Poznaniu, Fabryka Machin i Narzędzi Rolniczych
poleca siewniki do zboża: rzędowe i szerokorzutne nowej i wypróbowanej a przez ziemian z uznaniem przyjętej konstrukcyi, specyalnejgo, pierwszorzędnego wyrobu.

Herbaty chińskie nowego sprzętu już nadeszły. Prósze herbaciane, Herbaty Karawanowe
Holenderskie Kakao Wyborowe B.Hozakowski Toruń-Thorn.

Wielki Cyrk Sarrasaniego największy i najwspanialszy cyrk namiotowy w Europie przybędzie za kilka dni!

Prawdziwa Jeremjówka Korona wódek żołądkowych Prawdziwa Nalewajka Osobliwość ukraińsko-polska Prawdziwa Opatówka Zwycięzca wódek francuskich Prawdziwa Zagłoba Specyalność wódek staropolskich Prawdziwy Szodon Delikates likierów. Fabryka i gorzelnia  B. Kasprowicza w Gnieźnie

To ja już kończę, bo za chwilę odchodzi pociąg do Gniezna –
Wiesław Kot

radiomerkury

Chodziliśmy tam na kremówki…

W Czarnym Dunajcu wahadło: najpierw owce, potem barany, czyli my, kierowcy. Przejechaliśmy w ostatnich dniach zaledwie 2 tys. kilometrów, ale baranów za kierownicą widzieliśmy tylu, co owiec na tym zdjęciu. Baranem okazałem się sam, przyznaję. Ale tylko jeden raz. Co nie zmienia faktu, że nim jestem.:

n1

Wadowice. Biedny Emil Zegadłowicz, do pewnego czasu hołubiony jako najznakomitszy syn „tej ziemi” teraz w odstawce – na peryferiach miasta.:

n2
A niedaleko ławeczka z młodym Lolkiem, który najwidoczniej przysiadł w drodze na kremówki.:

n3

Których jest zatrzęsienie. Wydaje się, że cały dochód Wadowic składa się z pieniędzy pozyskanych  z kremówek. Sam jedną zjadłem. Dorota nie zamówiła, bo dieta. Potem, że spróbuje, w końcu zjadła połowę mojej. Przyszły Papież nie mógł się oprzeć, a co dopiero ona, grzeszna!:

n4

Kęty, po raz kolejny w klasztorze reformatów. Niegdyś pod miastem, teraz już nie. Zupełnie jak w Jarosławiu.:

n5

W Oświęcimiu strasznie trudno dostać się do obozu (ulica, która tam prowadzi nazywa się Ostatni Etap). Tłumy jeszcze większe niż te, które widzieliśmy tego roku przy kasach w pałacu w Łańcucie (o ile to możliwe). Pojechaliśmy więc na rynek, gdzie w ramach miejskiej fiesty gród chwalił się tym, co w nim najbardziej widowiskowe.:

n6

Więc karatecy.:

n7

Tancerze country.:

n8

Harleyowcy.:

n9

KOD.:

n10

Młodzież paramilitarna.:

n11
AA.:

n12

Edukacja akademicka.:

n13

Harcerstwo. Poza tym – długo by mówić.:

n14

Klasztor bernardynów w Alwerni. Ambonę obsiedli święci, z których każdy najwyraźniej mówi co innego. Zupełnie jak nasi biskupi.:

n15

Przewodnik Katolicki. Tekst o tym, do czego filmowi przydaje się Kościół, szatan itd.:

n16

Pukana kukrica

Giewont się odsłonił, ale i tak nudy.:

s1

Skoczyliśmy na Słowację. Miłe małe miasteczka. Dolny Kubin, medalion miejscowego zasłużonego, na którym wzorował się Hitchcock budując swój wizerunek medialny.:

s2
Zza każdego domu, pomnika wygląda góra albo ściana lasu. Różomberk i pomnik osoby wielce tam  zasłużonej (zasłużyła na mauzoleum). Na szczęście nie muszę wiedzieć, czym się zasłużyła. Ważne, że skrzypek na ulicy gra „Hallelujah” Cohena.:

s3

Bańska Bystrzyca.:

s4

Tu przynajmniej znają się na kinie. Choć tradycyjne kina całkiem jak u nas.:

s5

s6

s7

Na historii.:

s8

s9

Na turystyce. Proszę zauważyć, iż w ofercie biura jest też emblemat Świebodzina.:

s10

Każdy nasz rodak, który uważa, że język czeski lub słowacki jest śmieszny, to idiota.:

s11

Tygodnik Nie: „Jarosław Sellin zaproponował, by rolę Jana III Sobieskiego zagrał Mel Gibson. Mamy już tytuł: „Nagie miecze – zabójcza broń”.
„Resort zdrowia rozważa likwidację małych butelek wódki. Dobrze, że Lech tego nie doczekał”.

WPolityce.pl: „Kultowy >Pegaz< od jesiennej ramówki przeniósł się na antenę TVP Kultura”. Od kiedy to „Pegaz” jest „kultowy” (wystąpiłem parę razy)? Najbardziej drętwy sposób mówienia o kulturze, jaki można sobie wyobrazić. I nie „przeniósł się”, ale został wywalony na zbity pysk, bo pies z kulawą nogą nie chciał tego oglądać.

Radio Merkury, Kino – zaniechane wynalazki

Mili Państwo,

Dziś kończy się festiwal Filmowy w Gdyni, zapewne – jak co roku – zwieńczony pasmem sukcesów. Więc my na przekór tej corocznej rytualnej tromtadracji dwa słowa nie o tym, czego kino w swej historii dokonało, ale z czego kino rezygnowało. Co się w kinie nie przyjęło, co się dramatycznie opóźniło, co nigdy nie weszło.

Najpierw filmowy obyczaj. Nie przyjął się otóż zwyczaj zwiedzania po seansie kabiny operatora z pytaniem: jak to się dzieje, że na ekranie wszystko rusza się jak żywe. W  Nowym Orleanie już przed 100 laty panował zwyczaj, że po seansie za dodatkowe 10 centów zaglądano do kabiny operatora. A za kolejne dziesięć centów operator wycinał z taśmy klatkę z obejrzanego właśnie – na pamiątkę. Panienki wkładały ją między stronice sztambucha tuż obok zasuszonych fiołków od ukochanego.
Dalej: zdecydowanie krzywo poszło z próbami połączenia seansu filmowego i wyszynku alkoholowego. Już w roku 1908 w Berlinie kina wabiły piwoszy drobnym, ale bardzo praktycznym urządzeniem. Na oparciu fotela w niższym rzędzie instalowano rodzaj tacki. Na tej tacce widz z wyższego rzędu stawiał kufel z piwem. Z piwem najwyżej drugim. Bo z trzecim już nie trafiał i lokował je na głowie widza siedzącego poniżej. Awantury, wyzwiska, tacki na piwo zlikwidowano. Nie przyjął się też w kinie wynalazek australijski, czyli swoisty alkoholowy apartheid. Otóż cześć widowni oddzielano tam dźwiękoszczelną szklaną taflą. W sektorze za taflą zasiadali notoryczni pijacy albo widzowie, którzy zamierzali sobie golnąć mając film na podglądzie. I znowu – nie przyjęło się z prozaicznego powodu: w sektorze dla pijących odchodziły tak malownicze numery, że widzowie z sektora dla abstynentów w ogóle nie patrzyli na ekran, tylko na to, co się tam wyrabia. Wynalazek upadł.

Nie przyjęło się łączenie kina z innymi usługami. W Chinach praktykowano tzw. obrzęd mokrych ręczników. Kiedy było duszno, parno i gorąco, projekcję filmu przerywano co kwadrans, by widzowie mogli rzucić posługaczom, przysługujące im na czas seansu ręczniki. Posługacz nurzał taki ręcznik w lodowatej wodzie i odrzucał go widzowi. Widz ręcznikiem obwiązywał rozgrzaną szyję i oglądał dalej. Tylko, że coraz częściej nie pamiętał już, co pokazywali przed przerwą. Ręczników zaniechano.
Nie przyjął się melanż kina z gabinetem kosmetycznym. W latach 20. nowojorskie kino „Capitol” zatrudniało brygadę wyrafinowanych pedikiurzystów. Widz oglądał, a pedikiurzyści piłowali mu paznokcie. Niestety usługa nie wytrzymała próby filmów akcji.  Widzowie w co gorętszych momentach zaczynali nerwowo przebierać nogami, co skutkowało skaleczeniami, awanturami, przerywaniem projekcji. I – w rezultacie – wycofanie pedikiuru.
Próbowano z opowiadaczami. Trzy nowojorskie kina w latach 20. ubiegłego wieku, w epoce kina niemego, wprowadziły seanse dla niewidomych. Taki niepełnosprawny zasiadał w fotelu, do którego podłączono słuchawkę. A przez nią wykwalifikowany narrator barwnie opisywał to, co akurat szło na ekranie. I tu pułapka. Widzowie niewidomi bowiem zbyt silnie ulegali własnej wyobraźni. Przestawiali sobie rzeczy daleko bardziej przerażające niż to, co pokazywano na ekranie. I krzyczeli, wręcz ryczeli z emocji z emocji nie pozwalając innym widzom spokojnie oglądać. Z niewidomych zrezygnowano.
Ale nie rezygnowano przykładowo z przywołań telefonicznych w trakcie seansu kinowego. Nowojorskie kino „Stand” w 1914 roku zaproponowało widzom, że w trakcie pokazu filmowego będzie za nich odbierać telefony. Trzeba było tylko zorientować biletera, w jakim mniej więcej sektorze siedzi „wydzwaniany” widz. Bileter odbierał wiadomość i w trakcie seansu wykrzykiwał ją mniej więcej w kierunku, w którym ten widz siedział. Doskonała rada wujku, pycha! Tyle że tym samym przekazywana wiadomość stawała się własnością publiczną. Pół biedy, gdy były to pozdrowienia od cioci. Gorzej, gdy kochanka uprzedzała tą drogą, że spóźni się na randkę. Albo gdy wspólnik podawał szczegóły kontraktu, opiewającego na tysiące dolarów. Eksperyment z telefonami w kinie nie wytrzymał jednego sezonu.
W wielu kinach w Teksasie i na Zachodzie Stanów Zjednoczonych próbowano zaszczepić pożyteczny zwyczaj deponowania broni palnej przed seansem u biletera. Nie chwyciło. Nie tylko Na Dzikim Zachodzie. Kroniki podają, że zostawiania broni nie można się było doprosić w takim Beverly Hills w Kalifornii jeszcze w roku 1946.
Tajemnicą pozostaje też to, dlaczego nigdzie na świecie nie przyjął się zwyczaj kupowania biletów do kina z automatu. I to mimo, iż nowojorskie automaty biletowe już 80 lat temu wydawały bilon i to zawinięty w gustowną serwetkę.

Od obyczaju i usług przejdźmy do techniki. I tu konstatacja porażająca: kino zasadniczo odrzuciło wszystkie – poza kolorem i dźwiękiem – wynalazki, które miały dać widzowi peołniejszą iluzję rzeczywistości. Nie miało wzięcia „kino wstrząsowe”. Podczas projekcji filmów o kataklizmach – w rodzaju trzęsień ziemi, lawin, wybuchów wulkanów – urządzenia zainstalowane pod fotelami potrząsały siedziskiem. Na sali błyskawicznie rozlegały się piski i okrzyki przerażenia. Mimo, iż dyrekcja zapewniała, że podczas seansu czuwa lekarz. Miał on jednak zawsze pełne ręce roboty, bo widzowie często ocierali się o zawał. Wycofano z praktyki także kino zapachowe. Pomysłowy kiniarz z Pensylwanii pokazując jeszcze w 1906 roku kronikę wystawy róż rozwiesił w sali pasma waty, skropionej stosowną perfumą. A dmuchawa rozsnuwała ten zapach po sali. Udało się, ale tylko dlatego, że zapach był jeden. Kiedy było ich więcej, nie nadążano z rotacją. Jak bohater przechodził ze stajni do salonu, to mimo, ,że dmuchawy i wywietrzniki pracowały pełną parą, w salonie dalej czuło się smród  stajni. Nie przyjęła się też cinerama, czyli okrągły ekran, na który widzowie patrzyli od dołu, kręcąc się na obrotowych fotelach. Jak i  pokazali wszystko naraz i dookoła, zdezorientowani nie wiedzieli, na co się gapić. Dalej: technologia kina trójwymiarowego znana jest – nie uwierzycie Państwo – od 1915 roku. Wtedy widzom w Nowym Jorku pokazano po raz pierwszy w trzech wymiarach wodospad Niagara. Przerażenie widowni było tak silne, że  trzeci wymiar poszedł w odstawkę na sto lat.

Bo wprawdzie idziemy do kina po iluzję, ale chcemy, by iluzja była stąd dotąd. I żebyśmy to my mieli kontrolę i decydowali gdzie jest to „stąd” i gdzie jest to „dotąd”. No to ja też jestem dotąd –
Wiesław Kot

radiomerkury

Siusiałem w Szczawnicy

Zakopane. W Muzeum Hasiora.:

p1
Wspomnienia sprzed prawie pół wieku. Wtedy Hasior uruchamiał te grające i płonące „organy” na wzgórzu Adżar, nieopodal Pienin. W hołdzie utrwalaczom „władzy ludowej na Podhalu”.:

p2

Byliśmy tam wczoraj. Organy milczą, przygaszone.:

p3

W słynnym kościółku w Dębnie (UNESCO!), gdzie Janosik brał ślub z Maryną (oczywiście w serialu). Przed kościółkiem po staremu św. Michał gnębi szatana.:

p4

Zbliżenie. Oczywiście tego ostatniego.:

p5

Piłem w Pile, pisałem w Piszu. Głupio byłoby nie skręcić do Szczawnicy. Oczywiście, żeby się wysikać. Oto Szczawnica w skrócie.:

p6

No, i jeszcze życie kulturalne.:

p7

W Starym Sączu na placku zbójnickim i u Świętej Kingi.:

p8

Na Rynku dwie tablice upamiętniają wizyty mężów stanu. Jana III Sobieskiego.:

p9

I jego współczesnego odpowiednika.:

p10

W Nowym Sączu nic się nie zmieniło. Zjawiskowy ratusz.:

p11

I zjawiskowy sklep.:

p12

Krynicę poznaje się po trawnikach.:

p13

I po asortymencie.:

p14

Quiz w Wyborczej: „Z którego filmu pochodzi ten kadr”. Niby same oczywistości, ale – skucha – nie przypisałem Roberta De Niro do III Ojca Chrzestnego, tylko gdzieś obok.

Odsłuchane w samochodzie. Agata Christie „Słonie mają dobrą pamięć”. Teza, którą pamiętam z czasów, kiedy czytałem to po raz pierwszy. Ludzie maja na ogół nie najgorszą pamięć i pamiętają wiele istotnych rzeczy. Nie rozumieją jednak, jakie znaczenie ma to, co pamiętają, nie umieją poskładać kawałków w całość.:

p15

Radio Merkury, piątek 23 września 2016

Mili Państwo,

dziś Dzień Przytulania Chłopaków. Ale – uwaga! – świętują panie!

Dziś też równonoc jesienna, czyli początek jesieni astronomicznej. Bo ta druga przyszła już jakiś tydzień temu wraz z niżem z południa. Na co są stosowne piosenki, jako to: „A mnie jest szkoda lata”, „Żegnaj, lato, na rok”, „Mimozami jesień się zaczyna”, „Addio pomidory” i jakieś 724 kolejnych.

Z rocznic wartych odnotowania. 23 września 1991 roku po raz pierwszy zagrał w Polsce zespół Deep Purple. Organizator poprosił, by przewieźć członków zespołu z lotniska na Ławicy do Areny. Mnie przypadła w udziale podwózka gitarzysty zespołu Ritchiego Blackmoore’a. W samochodzie pytam, jak mu się podoba Poznań, ale szybko orientuję się, że Ritchie nie tylko nie orientuje się, w jakim jest mieście, ale nawet nie wie, w jakim kraju wylądował. Że chciałby tylko zagrać po raz 1285. „Smoke On The Water” i lecieć dalej.
Z rocznik zagranicznych: w 2012 na Białorusi odbyły się wybory parlamentarne, ale zgodzą się państwo zapewne, że tu nie ma czego świętować.

Ostatnimi dniami popiosenkowaliśmy tu sobie, ale frywolnie. A przecież wrzesień jest miesiącem rocznicowym i zasadniczym. Nabyłem więc drogą kupna za niewygórowana cenę złotych 7.99 „Śpiewnik patriotyczny”. I biorę się do śpiewania, ale wychodzi to niesporo. Bo jakiej piosenki nie tknąć, to pierwsza zwrotka pogodna i szturmowa, natomiast ostatnia żałobna. Czyli, że w naszej kochanej ojczyźnie wszystko zawsze musi pójść krzywo, przybrać obrót fatalny, skończyć się katastrofą. No bo zaczynamy pogodnie: „Bywaj dziewczę zdrowe, ojczyzna mnie woła” – żegna się żołnierz z dziewczyną, po czym następuje referat o powinnościach wobec ojczyzny i finał, w którym zapowiada, że się niebawem zobaczą, ale – cytuję – „obaczym się w niebie”. Jak ułan ponagla rozmaryn, żeby ten się prędzej rozwijał, bo jemu spieszno z kwiatem do dziewczyny, to z góry zakłada: „Bagnet mnie ukłuje, śmierć mnie pocałuje, ale nie ty”. Jak partyzant usprawiedliwia się pannie, że nie wpadnie wieczorem: „Dziś do ciebie przyjść nie mogę”, to zapewnia, że może innym razem, tylko że kości jego zapewne mchem porosną. No to ja za takie śpiewy patriotyczne dziękuje, postoję.

Ach, a skoro mowa o piosenkach, w których brzmi rozkaz, o czym tu niedawno było, to przypomnieli Państwo jeszcze trzy takie stanowcze polecenia: „Nie bądź taki szybki Bill”, „Nigdy więcej nie patrz na mnie takim wzrokiem” oraz: „Nie dokazuj miła, nie dokazuj”.

Więc stosuję się do polecenia i znikam –
Wiesław Kot

radiomerkury

To mój blues

Tadeusz Nalepa „To mój blues” 2 CD. Kawałki od roku 1979 do 1988. Bardzo to integralnie, spójnie zagrane na przestrzeni lat. Dopracowane w studiu. Ale przebiło się może „Nauczyłem się niewiary”… A i tak wszyscy słuchają i pamiętają „Kiedy byłem małych chłopcem”.:

p17

p18